Jak król spotkał się z prezydentem.

 

Spotkanie  Elvisa Presleya z  Richardem Nixonem być może było mało istotnym wydarzeniem historycznym, ukazywało jednak zlanie się dwóch odmiennych ale jak to bardzo amerykańskich światów.

indelible-nixon-elvis-631__800x600_q85_crop

W dzisiejszych czasach nie jest niczym nadzwyczajnym by obecnego prezydenta USA odwiedzały różnego rodzaju gwiazdy estrady, rapperzy czy sportowcy. Jednak podczas urzędowania Richarda Nixona podobne wizyty były nie do pomyślenia. Mimo, że oboje reprezentowali całkowicie inne profesje, ich życie publiczne miało kilka podobieństw. Nixon oraz Elvis szczyt swojej kariery, czy to politycznej jak i estradowej przeżywali w latach 50. Kolejna dekada nie była dla nich jednak tak pomyślna. Nixon w roku 1960 przegrał wybory prezydenckie na rzecz Johna Kennedy’ego, zaś dwa lata później po porażce o fotel gubernatora rodzimej Kalifornii wycofał się z polityki. „Króla” w podobnym czasie zdetronizowała czwórka muzyków z Liverpoolu. Obaj bohaterowie tej opowieści przeżywali jednak  renesans w późnych latach 60. Nixon za sprawą wygranych wyborów prezydenckich w 1968 oraz obietnicą wygrania wojny w Wietnamie. Elvis z drugiej strony odżył za sprawą zmiany wizerunku, występami w Las Vegas oraz niezapomnianymi rolami w filmach. W roku 1970 oboje byli władcami swoich światów. Jako że Nixon nie interesował się rozrywką, jako zatwardziały konserwatysta nienawidził rockmanów za używanie narkotyków, krzykliwe stroje oraz za bycie kobieciarzami. Zdjęcie więc wygląda jakby było fotomontażem, albo zostało wykonane w jakimś wszechświecie równoległym  gdzie znani oraz całkowicie od siebie odmienni ludzie, przebywają ze sobą na co dzień.

Fotografia jest jednak jak najbardziej autentyczna. Zrobiono je w Gabinecie Owalnym 21 grudnia 1970 roku, a historia poprzedzająca to spotkanie stała się tematem kilku książek oraz dwóch filmów fabularnych.

Wszytko zaczęło się w domy Elvisa w Memphis, gdzie jego ojciec Vernon oraz żona Priscialla uświadomili piosenkarza, że wydał zbyt wiele pieniędzy na świąteczne prezenty. Elvis znany  ze swojej szczodrości wobec najbliższych zakupił w tamtym roku rodzinie i znajomym między innymi 32 pistolety oraz 10 Mercedesów. Niezadowolony z faktu, że najbliżsi traktowali go jak dziecko, wdział swój purpurowy, aksamitny garnitur z peleryną, na palce nałożył kilka złotych sygnetów, uzbroił się w co najmniej trzy sztuki broni i nie mówiąc nic nikomu udał się na najbliższe lotnisko. Elvis od momentu zostania ikoną popkultury nigdy wcześniej nie wychodził domu bez swoich ochroniarzy, po raz pierwszy także samodzielnie zakupił bilet do Waszyngtonu. Tam wdał się w kłótnie z ochroną lotniska która zakazała mu wnoszenia broni na pokład samolotu. „Król” nie mógł zrozumieć takiego traktowania i zaczął pokazywać różnego rodzaju odznaki które dostał od fanów (zapisane oczywiście na niego) między innymi zastępcy szeryfa z Palm Beach oraz Memphis. Nie do końca wiadomo jakim cudem Presleyowi udało się namówić ochronę do przymknięcia oka, ale kilka godzin później piosenkarz wylądował bezpiecznie w stolicy.

Po przelocie wynajął taksówkę by dojechać do Hotelu Waszyngton. W czasie podróży postanowił zatrzymać się w sklepie z pączkami. Jako że była noc, a Waszyngton w latach 70 do bezpiecznych nie należał, taksówkarz odradzał mu ten pomysł. Elvis nikogo nie słuchając wszedł do przybytku ubrany w swój purpurowy strój króla. Podczas zakupów grupa klientów zaczęła podziwiać jego biżuterię. Król bardziej dla żartów niżeli ze strachu wyciągnął z buta pistolet i zaczął mierzyć do tubylców oznajmiając, że ma ochotę swoje złoto zatrzymać. Co do prawdziwości tego zdarzenia nie  dowodów, jednak według znajomych artysty, Elvis uwielbiał tą historyjkę opowiadać.

Elvis w sklepie z pączkami. Scena z filmu Elvis Meets Nixon z 1997.

Po spędzeniu kilku godzin na oglądaniu telewizji hotelowej Presley strasznie się znudził i zadzwonił do swojego pomocnika oraz przyjaciela Jerry’ego Schillinga mieszkającego w Los Angeles z prośbą odebrania go z tamtejszego lotniska. Elvis po wykonaniu drugiego już lotu tego samego dnia znalazł się w Mieście Aniołów około godziny 3 rano, skąd odebrał go Schilling. W czasie podroży do posiadłości Elvisa, ten skarżył się na brak szacunku dla flagi, działalność grup hipisowskich, kulturę narkotykową oraz brak poparcia dla żołnierzy walczących w Wietnamie.

Po spędzeniu jednego dnia w swojej willi w Los Angeles artysta doszedł do wniosku, że potrzebowałby odznaki agenta do spraw antynarkotykowych. Następnie bez żadnego tłumaczenia ściągnął ze ściany swój cenny pistolet Colt .45 i nakazał Schillingowi by udał się z nim z powrotem do stolicy. Dlaczego jej uzyskanie miało dla niego takie wielkie znaczenie nikt nie jest pewien. W swoich wspomnieniach żona Elvisa pisała, że “reprezentowała ona jakąś ogromną władzę.” Najprawdopodobniej myślał, że będąc agentem mógłby podróżować liniami międzynarodowymi bez potrzeby składania broni na lotnisku. Inni uważają, stanowiła by ciekawy dodatek do jego kolekcji. Być może służba dla federalnego systemu bezpieczeństwa byao dla niego po prostu patriotycznym obowiązkiem. Schilling naturalnie nie był zadowolony z faktu, że bez żadnego ostrzeżenia ani wyjaśnień musiał rzucić wszystko tylko przez zachcianki Elvisa. Dodatkowo kilka dni wcześniej rozpoczął pracę jako montażysta w Studiu Paramount, więc musiał się stawić w pracy na czas. W zamian za towarzyszenie Presleyowi w podróży do Waszyngtonu namówił go by ten zadzwonił do domu i powiadomił rodzinę, że nic mu nie jest.

Podczas lotu Elvis spotkał żołnierza wracającego z Wietnamu. Po przeprowadzeniu długiej rozmowy zadecydował oddać mu wszystkie pieniądze jakie miał przy sobie (około 500 dolarów) by odbył wspaniałe święta na koszt „Króla”, a następnie poprosił stewardessę o papier oraz długopis. Napisał wówczas 6 stronicowy list skierowany do Nixona w którym wyraził głęboki szacunek dla prezydenta oraz wygłosił chęć współpracy jako tajny, niezależny agent od spraw antynarkotykowych. Swoje kwalifikacje argumentował  faktem, że organizacje takie jak Czarne Pantery czy też różnego rodzaju środowiska hipisowskie nie uznawały go za wroga, a te on osobiście uważał za zagrożenie dla amerykańskiego stylu życia. Chwalił się także wiedzą na temat „ komunistycznych technik prania mózgu” oraz działania substancji zakazanych na ludzki organizm. Poinformował prezydenta, że będzie on  dostępny w Hotelu Waszyngton pod nazwiskiem Jon Burrows tak długo, aż nie otrzyma odpowiedzi. Do listu dołączył także swoją krótką autobiografię, w celu lepszego zrozumienia jego motywacji.

indelible-elvis-letter-2__600x0_q85_upscale1
Początek listu Elvisa do Nixona.

Po wylądowaniu Elvis oraz Schilling pojechali swoją limuzyna pod Biały Dom aby doręczyć list. Elvis osobiście podszedł do strażnika który początkowo pomylił go z jednym z sobowtórów „Króla”. W siedzibie prezydenta list wywołał niemałe zamieszanie, nie każdy bowiem wierzył w autentyczność pisma. Niektórzy nawet myśleli, że był to jeden z praktycznych żartów z których niektórzy pracownicy zyskali opinię. Ostatecznie list trafił do Egila „Buda” Krogha  który był wielkim fanem Elvisa. Podobał mu się pomysł spotkania  i namówił swoich zwierzchników na rozpatrzenie propozycji. Początkowo  prezydent jak i Szef personelu Białego Domu Bob Haldeman byli przeciwni pomysłowi. Jednak argumentacja typu „dzieciaki lubią Elvisa”, oraz, że współpraca z „królem rocka” może przyciągnąć młodych wyborców przekonały Nixona. Niektórzy twierdza że ostatecznie to 22 letnia córka  prezydenta Julie namówiła  go do zaakceptowania spotkania, gdyż jako wielbicielka artysty chciała zdjęcie z autografem.

W międzyczasie Elvis zdążył spotkać się jeszcze z szefem Biura Antynarkotykowego (wówczas Bureau of Narcotics and Dangerous Drugs) w celu pozyskania odznaki. Propozycja współpracy spotkała się jednak z odmową, głównie ze względu, że funkcja „niezależnego agenta federalnego” nie istniała. Dyrektor zaproponował wówczas odznakę honorową, nie dającą żadnych praktycznych uprawnień. Elvis najwidoczniej chciał być traktowany poważnie i kategorycznie odmówił. Spotkanie nie było jednak istotne gdyż Biały Dom zdążył powiadomić Schillinga o zgodzie na spotkanie.

Delegacja Presleya która składała się z Jerrego Schillinga oraz Sonny’ego Westa (ochroniarza który przybył po Elvisa prosto z Memphis) przybyła do Białego Domu około południa. Król ubrany w ten sam purpurowy garnitur z peleryna, okulary przeciwsłoneczne, pas z ogromna złotą klamra oraz laską przypominającą berło przywiózł także w prezencie do prezydenta wspomnianego wcześniej Colta.45 i siedem srebrnych pocisków. Pistolet został oczywiście skonfiskowany przez Secret Service z obietnicą przekazania upominku prezydentowi. Po przeszukaniu i krótkiej rozmowie Elvis przekroczył próg Gabinetu Owalnego.

elvis-gun-gift-to-richard-nixon
Podarunek od Elvisa. Swoją drogą skoro Lincoln mógł zabijać wampiry i zombie to dlaczego by nie zrobić „Nixon vs Communist Filthy Hippie Warewolves”?

Początkowo przytłoczony powaga sytuacji Presley szybko uścisnął dłoń prezydenta i wyraził swój szacunek zarówno dla osoby jak i funkcji którą sprawował Nixon. Po wykonaniu kilku fotografii, Elvis pokazał prezydentowi swoje odznaki i zdjęcia żony oraz córki. Nie wiadomo jak dokładnie przebiegała rozmowa  ponieważ słynne mikrofony Nixona nie zostały jeszcze zainstalowane. Pomocnik Nixona „Bud” Krogh zrobił jednak kilka notatek dotyczących konwersacji. Prezydent zaaprobował chęć współpracy z Elvisem. Miał on jednak na myśli nagranie albumu „Get high on life” który namawiał by młodzież do życia bez narkotyków. Oboje wyrazili również dezaprobatę wobec Beatlesów twierdząc, że byli oni zagrożeniem dla amerykańskich wartości. Prezydent podkreślił, że ktokolwiek zażywa narkotyki jest silą propagująca anty-amerykanizm. Elvis zaś pochwalił się swoją wiedzą na tematy opisane w liście; czyli komunistycznego prania mózgów oraz kultury narkotykowej. Ostatecznie poprosił o przyznanie upragnionej przez niego odznaki. Po upewnieniu się że jest to możliwe (po raz kolejny, pozycja upragniona przez Presleya nie istniała), prezydent nakazał uhonorowanie Elvisa tytułem „federalnego agenta od  spraw antynarkotykowych”. W wyrazie podziękowania artysta spontanicznie uścisnął Nixona oraz poprosił o wpuszczenie reszty jego małej delegacji. Prezydent zgodził się oraz rozdał gościom upominki w postaci breloków, złotych klipów do krawatów oraz spinek do koszul. Widząc to Elvis grzecznie poinformował gospodarza że oboje jego ochroniarze są żonaci, po czym otrzymali kolejne prezenty w postaci broszek.

Jakim królem był by Elvis gdyby nie wiedział gdzie jest złoto? Sam osobiście buszował w prezydenckiej szufladzie z której wyciągnął kolejne przedmioty. Nixon wyraził zgodę na zachowanie muzyka i powiedział by  się nie krępował, jednak poinformował go, że na odznakę musi jeszcze trochę poczekać. Ostatecznie marzenie Presleya spełniło się podczas lunchu. Schilling zaś musiał zadzwonić do pracy i powiedzieć, że złapało go przeziębienie, bo nikt by mu w historie którą przeżył nie uwierzył.

elvis-badge
Święty Graal Elvisa który pewnie leżał gdzieś w szufladzie po całym wydarzeniu.

Elvis nigdy jednak nie skorzystał z danej mu odznaki, tak jak Nixon w żaden sposób nie współpracował z Presleyem. Kilka dni po wizycie „król” otrzymał list z podziękowaniami i na tym całość się zakończyła.  Wizyta muzyka w Białym Domu miała być tajemnicą, na co nalegali oboje bohaterowie, jednak rok potem historia trafiła do gazet, co początkowo nie spotkało się z większym zainteresowaniem. W 1988 roku,  lata po rezygnacji Nixona w związku z aferą Watergate oraz śmierci Elvisa (która jak na ironie była spowodowana sporym nadużyciem leków) zdjęcie zostało uznane za najbardziej pożądaną  fotografie w historii Archiwum Narodowego. Obecnie w sklepie organizacji można nabyć kubki, magnesy na lodówkę, a nawet śnieżne kule z reprodukcja spotkania.

Dziś można debatować na temat popularności tego widoku. Fascynacja fotografią może wynikać z faktu spotkania leaderów dwóch odrębnych światów które mieściły się w tym samym kraju. Dla innych będzie to pewien obraz amerykańskiego snu, w którym to zwykły chłopak  z Tennessee ściska dłoń syna prostych sadowników z Kalifornii. Jedno jest jednak pewne, cale ta historia pokazała, że i król jak i prezydent ostatecznie byli tylko ludźmi.

Jedna myśl nt. „Jak król spotkał się z prezydentem.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *