Merlin’s Shop of Mystical Wonders

Excuse me, but have you seen my little monkey?”

Obrazek z VHS. Nic na tym obrazku nie wygląda jak w filmie. Nikt by się też nie mógł spodziewać o czym ten wrak jest.
Obrazek z VHS. Nic na tym obrazku nie wygląda jak w filmie. Nikt by się też nie mógł spodziewać o czym ten wrak jest.

Jednym z produktów który zrodził się w USA, a nigdy nie był przedstawiony oficjalnie w Polsce, jest jeden z moich ulubionych seriali – Mystery Science Theater 3000. Dla niezaznajomionych z danym tytułem szybko opisze czym owe przedstawienie było. W niedalekiej przyszłości woźny Gizmonic Institute Joel zostaje wysłany na Satellite of Love. Powodem jego przemieszczenia była zwykła nuda jego szefa, szalonego naukowca Dr Claytona Forrestera. Wraz ze swoim asystentem Frankiem zmuszają Joela do oglądania bardzo i to niekiedy bardzo złych filmów. Biedny woźny nie może uciec, ponieważ z części które by mu to umożliwiły zbudował roboty, które towarzyszom mu tym zadaniu. Generalnie „fabuła” jest zawsze szybko wyjaśniona w piosenkowym intro. Serial trwał przez 11 sezonów na różnych stacjach, zmieniały się postacie jednak główny temat pozostawał niezmienny. Prowadzący wraz z robotami Tomem Servo oraz Crow oglądali produkcje klasy B komentując przy tym błędy w nich zawarte oraz tworząc nawiązania do popkultury, często takie które wymagały by ich googlowania.  W repertuarze pojawiały się takie klasyki jak Manos uważany często za najgorszy film w historii… wszystkiego, Eegah z Richardem Kielem czy Castle of Fu Manchu z Christopherem Lee (największe ścierwo jakie w życiu widziałem, nawet MST3K nie potrafił tego uratować). Osobiście jednym z moich ulubionych epizodów  był właśnie Merlin’s Shop of Mystical Wonders. Jednak często odcinek jest tak dobry jak zły jest film. Czy tak właśnie było z Antykwariatem Merlina?

Odcinek MST3k Merlin's Shop of Mystical Wonders.
Odcinek MST3k Merlin’s Shop of Mystical Wonders.

Jako że miałem okazję obejrzeć niezriffowaną wersje tego „prosto na video” filmu skupie się właśnie na oryginale, czyli wersji z 1996. Merlin’s Shop of Mystical Wonders( i nie będę już go nazywał antykwariatem, jak ktoś sobie kiedyś to kto wie w jakim stanie przetłumaczył) został wyreżyserowany przez Kennetha J. Bertona który w swoim dorobku posiada tylko jeszcze The Devil’s Gift z 1984. Człowiek tak tajemniczy, że IMDB nie podaje o nim żadnej informacji. Nawet Chester Novell Turner twórca Black Devil Doll from Hell, „filmu” tworzonego na kamerze VHS ma bardziej rozwiniętą stronę.

Okładka DVD wygląda gorzej niż ta z VHS ale przynajmniej człowiek ma pewność ,że ogląda dany film.
Okładka DVD wygląda gorzej niż ta z VHS ale przynajmniej człowiek ma pewność, że ogląda dany film.

Film rozpoczyna się sceną w której jakaś starsza pani bawi się planszą Ouija gdzie jak nie trudno się domyślić przyzywa jakiegoś złego ducha, który podpala jej gabinet przez co zniszczeniu ulega także lalka małpki z talerzami orkiestrowymi. Była to dość popularna zabawka w latach 50 która wyglądem niejednemu mogłaby dodać jakiejś fobii. W pewnym momencie scena się urywa i okazuje się, że to tylko program telewizyjny przerwany przez burzę. Program oglądały dwie osoby: wnuczek oraz dziadek (tak są opisani w napisach końcowych). Dziadek (Ernest Borgnine) poprzez wizerunek małpy przypomina sobie pewną historię którą kiedyś napisał dla telewizji i decyduje się  opowiedzieć ją wnuczkowi. Jest to opowieść o tytułowym Magicznym sklepie Merlina który służy jako łącznik dwóch niezwiązanych ze sobą historii.

Już na samym początku pierwszej opowieści można zauważyć, że nie jest to jakby się mogło wydawać po okładce oraz tytule rodzinny film fantasy, gdyż widz musi wysłuchać rozmowę między dwoma kobietami dotyczącą problemów z niepłodnością męża jednej z nich. Słuchając tej nudnej rozmowy syn tej drugiej wchodzi do sklepu Merlina, który żyje w dzisiejszych czasach i prowadzi sklep na wzór tego znanego z Gremlinów, tyle że w jakości oranżady w proszku. Znajdują się w nim także jakieś dziwne stwory, a po pewnym czasie przez ekran przewija się produkt smokopodobny. Nie mają jednak te dziwactwa żadnego wpływu na fabułę, przez co są tylko zmarnowanymi animatronikami. Merlin który wygląda jak halloweenowy kostium niedorozwiniętego brata Dumbledora i Sarumana oraz jego żona Zurella grana przez Bunny Summers(z takim pseudonimem można się zastanawiać czy jakiś inny gatunek filmowy nie dojdzie do opisu filmu) oznajmiają, że stworzyli owy przybytek by nauczyć ludzi wierzyć w magię.

Prawdziwa postać horroru - Merlin
Prawdziwa postać horroru – Merlin

Po chwili wchodzi mąż (ten co strzela ślepakami) i mówi, że jest najważniejszą osobą w mieście bo pisze do gazety, a jedną recenzją może usunąć ten sklep. Najwidoczniej recenzowanie byle czego było popularne już 1996 czyli dłuuuuugo przed Yelpem. Facet generalnie zachowuje się jak połączenie ego Donalda Trumpa oraz fałszywego przekonania o własnej wartości nastolatki z Instagrama. W pewnym momencie każe magowi udowodnić, że jest prawdziwym Merlinem, jakkolwiek by to nie brzmiało. Czarownik który przy okazji jest zły, że ludzie wierzą w naukę, a nie magię wręcza mu zatem księgę czarów, zaś jego żonie jakiś kryształ życzeń. Po powrocie do domu nasz wszechmocny recenzent rozpoczyna studiowanie księgi i z cynizmem wypowiada różne zaklęcia.

Po zakończeniu opowiadania Ernest Borgnine widocznie ma dosyć występowania w tym filmie bo każe wnuczkowi iść spać jednak ten przypomina mu, że historyjka miała być o małpie zabawce. Swoją drogą co laureat Oscara robił w tej dziwnej produkcji zawsze będzie dla mnie tajemnicą.  Niepocieszony tym faktem dziadek, chociaż na twarzy tego aktora nigdy nie widać smutku (nawet jak morduje francuzów saperką w Na zachodzie bez zmian) decyduje się na kolejną opowieść.

W tym momencie reżyser pokapował się, że film był by zbyt krótki gdyby miał tylko jakieś 60 min (chociaż i tak za dużo), więc zrobił klasycznego Nick Philipsa (o nim będzie kiedy indziej ) mianowicie, zmontował 30 minut ze swojej wcześniejszej produkcji czyli wcześniej wspomnianego The Devil’s Gift który ironicznie był zżynką opowiadania Stehpena Kinga The Monkey z 1980, do czego Berton nigdy się nie przyznał. To tak jakby Peter Jackson po nakręceniu trylogii Hobbita pomyślał, że trylogia to za mało, pokleił kilka scen z Władcy Pierścieni i wydał jako zakończenie sagi przy czym uznał by, że to jego oryginalne twory. Ewentualnie dobrym porównaniem jest także większość gagów wykorzystywanych w produkcjach Setha MacFarlane’a.

Historia o małpce zaczyna się włamaniem do Magicznego Sklepu Merlina, którego systemem obronnym jest wcześniej wspomniany gumowy smok. Mimo wielkiego znaku zawieszonego na drzwiach sklepowych „Beware Dragon” złodziej ma czelność wejść, zabrać małpę i wyjść. Następnie zabawka tafia do chłopca jako prezent urodzinowy. Poza piekielnie wyglądającym starociem dostał on także AT-AT z Imperium Kontratakuje. Tutaj pojawia się pewien problem bo jeżeli przed rokiem 1984 ktoś dostaje AT-AT po obejrzeniu filmu (a wiadomo, że widział bo zna postacie) i wybiera do zabawy starą małpę zaprojektowaną w Japonii, która wygląda straszniej niż niejeden horrorowy klaun, to wiadomo, że jest coś złego z małpą albo z chłopcem. Jedno jest pewne prędzej czy później zaczną umierać zwierzęta domowe. Długo nie trzeba czekać. Pierwszą ofiarą jest złota rybka, by kilka minut później widz mógł obserwować śmierć psa który ginie w pożarze.

W czasie jak reżyser za pomocą demonicznej małpy ukazuje swoją nienawiść wobec tych biednych stworzeń, Merlin poszukuje wskazówek aby odzyskać skradziony przedmiot. Mimo, że jest czarodziejem i w poprzedniej scenie miał swoją księgę decyduje się na lepsze w jego mniemaniu rozwiązanie. Mianowicie ubrany w szaty jak na prawdziwego maga przystało zaczepia losowych ludzi używając rysunku oraz pytania „Excuse me, but have you seen my little monkey?”.

Black Evil Monkey Doll from Hell
Black Evil Monkey Doll from Hell

Po śmierci psa ojciec chłopca domyślił się, że jak małpa uderzy w talerze to ktoś umiera. W tym momencie decyduje poradzić się jego znajomej medium. Kobieta odbiera wiadomości na temat opętanej przez szatana małpy bardzo poważnie, właściwie to zbyt poważnie. Dzięki tej postawie i aktorstwie podobnym jak Claudette z The Room była to moja ulubiona postać mimo iż pojawiła się na jakąś minutę. Tak więc tatuś otrzymał od niej pentagram który miał go bronić od piekielnych sił oraz wskazówki by się lalki pozbyć. Lalka więc zostaje sprzątnięta(dosłownie) jednak synek maskotkę odnajduje (właściwie to wyciąga ze śmieci) i idzie dalej się bawić. Piekielna Czarna Lalka z Piekła postanawia zabić więc chłopca którego w ostatnim momencie ratuje tatuś i wywozi małpę na odludzie, by tam ją zakopać. W czasie tego procederu wybucha burza i rozstępuje się ziemia. Później przyjeżdża babcia, okazuje się, że ojciec przeżył i małpa wraca do domu, bo czemu nie? Merlin jednak w ostatniej sekundzie ją powstrzymuje. Końcówka jest nudna i za długo się ciągnie więc ją skróciłem.

Od strony technicznej film wygląda tragicznie. Widać gołym okiem, że film był kręcony wiele lat wcześniej, a na sam koniec dokręcono kilka scen z Borgninem by to się chociaż trochę trzymało kupy. Wyszła jednak jedna wielka sieczka. Sam sklep Merlina pojawia się w filmie na kilka minut będąc tylko łącznikiem tych dwóch opowiadań, co jest widoczne w stylizacji. Tego typu układanka zmienia atmosferę od sceny do sceny pomijając nawet niedorzeczną fabułę. Sam sklep wygląda jak miał by to być film familijny z elementami grozy. Różne ciekawe przedmioty oraz te śmieszne gumowe stwory spowijane dymem tworzyły pewnego rodzaju atmosferę tajemnicy. Reszta filmu nie była już tak „ujmująca”. Przez większość scen miałem wrażenie, że film chce mi sprzedać ubezpieczenie na dom albo na samochód, bo reżyser chyba stylizował się na reklamach z tamtego okresu. W scenie z przyjęciem urodzinowym praktycznie czekałem tylko na jakiś głos mówiący mi, że mam wybrać dobre ubezpieczenie zdrowotne bo tylko Bóg, albo jak w tym przypadku szatan wie co stanie się mi i mojej rodzinie. Aktorstwo tylko potęgowało to uczucie. I to nie było aktorstwo typu Troll 2 gdzie wszyscy musieli recytować scenariusz słowo w słowo bo nikt z ekipy nie znał angielskiego. Wszystko wyglądało jak z reklamy. Jedynie postać pani medium była zagrana w sposób budzący jakiś rechot.

Magic duo, pojawia się na mniej niż 10 minut, mimo iż ich sklep jest jebanym tytułem.
Magic duo, pojawia się na mniej niż 10 minut, mimo iż ich sklep jest jebanym tytułem.

I tutaj nasuwa się pytanie czy warto obejrzeć Merlin’s Shop of Mystical Wonders? Osobiście mimo iż nie wypowiedziałem się o tej produkcji zbytnio pozytywnie, a w trakcie pisania tego tekstu film znajdował się na 49 miejscu IMDB Bottom 100, kłamał bym jeżeli mówiąc, że film nie dostarczył mi jakiejś rozrywki. Warto go obejrzeć chociaż ze względu na niedorzeczną fabułę i natychmiastową zmianę klimatu. Szczególnie, że to dziadek opowiada dziesięcioletniemu wnukowi, historię o Merlinie który przez ukrywanie prawdy zamienia złych recenzentów w niemowlęta albo przez brak zamku w drzwiach wypuszcza na wolność nawiedzoną przez szatana małpę z koszmarów Stephena Kinga.

Jedna myśl nt. „Merlin’s Shop of Mystical Wonders”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *