Rage of a Ninja

„I was so close to becoming the Ultimate NINJAAAA!!!”

07be7c09039120255855be7d3586150b
Plakat wygląda jak reklama programu dla dzieci z telewizji regionalnej. Nic bardziej mylnego. Telewizję regionalną ktoś czasem ogląda.

Wraz z rozwojem rynku VHS, dystrybucja filmów stała się o wiele łatwiejsza, a co za tym idzie produkcja filmów tworzonych głównie na to medium szła pełną parą. Swój złoty okres poza filmami porno i wszelkiego rodzaju podróbami obchodziły między innymi filmy z gatunku actionsploitation.

Bogiem tego okresu jeżeli chodzi o filmy actionsploitation był bez wątpienia Godfrey Ho (znany także pod wieloma pseudonimami takimi jak Bruce Lambert, Tommy Cheung) – twórca filmów akcji klasy Z, niekiedy nazywany Ed Woodem Hong Kongu (Mr X reżyserował jako Ed Woo). W samej dekadzie pastelowych kolorów, VHS i kokainy nakręcił ponad 80 filmów, z czego jakieś 40 z nich miały słowo „Ninja” w tytule. Jestem pewien, że jakbym dodał alternatywne nazwy niektórych, pewnie doszło by jakieś 20 dodatkowych. Dla przykładu Untouchable Glory jest także znany jako Ninja Untouchables, a Vampire Riders ma niekiedy dodawany podtytuł Ninja Queen. Ale gdybym miał się skupić na alternatywnych tytułach równie dobrze mógł by to być odcinek o Bruno Mattei albo Joe D’Amato  i ich Porno Holocaust.

Filmy Ho są charakterystyczne ze względu na masowe użycie techniki „Cut and paste”. Polega to na tym, że twórca kupuje prawa do jakiegoś azjatyckiego filmu (często niedokończonego), dogrywa jakieś 20 minut ludzi w tanich kostiumach ninja biegających po lesie po czym montuje to w jedną całość. W praktyce jest to balans między przebłyskami geniuszu, a przedawkowaniem heroiny. Zazwyczaj te azjatyckie produkcje nie mają nic wspólnego z wizją Ho oraz jego tajemniczym AAV Creative Unit (oni są zazwyczaj kredytowani za fabułę). Widziałem już strzelaniny gangsterów wmontowane w japoński monster movie, rape and revenge movie zmieszany z kung fu satanistami oraz romans z przerwami na walki różnokolorowych ninja gdzie finałem był pojedynek na motocyklach. Najzabawniejszy jest jednak dubbing przy którym aktorstwo w Troll 2 jest arcydziełem na miarę desek teatru Szekspirowskiego. Generał Karpov z Untouchable Glory jest genialnym przykładem.

Ultimate Ninja clusterfuck

Jak więc w ten schemat wpasowuje się Rage of a Ninja z 1988? Nie do końca wiem jak mam przedstawić zarys fabularny, skoro opowiadam o trzech filmach, tak więc filmem A będę nazywał tego azjatyckiego wyrzutka, B sceny nakręcone przez Ho, a AB co wyszło z tego połączenia.

Film A opowiada o kobiecie o imieniu Cindy do której włamuje się Steve. Jest on poszukiwany przez policję w związku z zabójstwem żony (chyba, film wyjaśnia to jako wiadomość w radiu). Niszczy więc on każdy telefon w domu i związuje lokatorkę. Następnego dnia nie mają do siebie żalu, a Cindy nawet spławia policjantów by ukryć włamywacza, ponieważ „nie wyglądał jej na kryminalistę”. Być może w miejscu gdzie dzieje się akcja włamania, pobicia i trzymanie kobiety związanej przez noc jest legalne. Po kilku scenach seksu i przedstawieniu kuzynki równie wkurwiającej jak mr Meeseeks z Ricka i Mortiego, okazuje się, że poszukuje go grupa przestępców, którzy podobnie jak on, są  ninja. Tutaj doświadczyłem szoku bo jest to mój pierwszy film tego twórcy gdzie film A ma więcej scen z ninjami niż to dograne 20 minut.

Shot015
Ja cię zwiążę, a Strawberry Shortcake będzie oglądać. Ona lubi oglądać.

Trudno powiedzieć o czym był film zanim dobrał się do niego Ho. Z początku pełno jest w nim przemocy wobec głównej bohaterki, potem jest ten dziwny sztokholmski romans, pojawia się postać nastoletniej(tak wygląda) kuzynki Wendy, której dialogi zostały napisane pewnie kredką olejną, by zahaczając o scenę zbiorowego gwałtu na wspomnianej krewnej zakończyć produkcję walkami ninja. Wątek fabularny gwałtu jest tak strasznie nie na miejscu, że nawet ta opętana małpa morderca ze sklepu Merilina uznała by to za niepotrzebne. Wyglądało to tak, że Wendy nie potrafiąc uwieść Steve’a włamywacza udała się na plażę, gdzie spotkała kilku chłopaków. Namówili oni ją na kolacje i tu cytuje „How about we stop in that abandoned house and have something to eat”, na co ona odpowiedziała z uśmiechem na twarzy „okay”i szukała żarcia w ruinach opuszczonego budynku. Co działo się dalej chyba nie trzeba tłumaczyć, jednak o dziwo rzeczywiście potem grillowali jakieś mięso.

Technicznie film nie różnił się niczym specjalnym od reszty azjatyckich  produkcji actionsploitation. Dużo latających shurinkenów z zabawnymi odgłosami, ninja transformacje, ninja teleporty, ninja bomby dymne itp. Strasznie denerwowały mnie jednak sceny w których kamera była skierowana na jakiś martwy punkt. Bohaterowie siedzieli gdzieś po kątach, a uwaga widza była skupiona na elementy umeblowania albo tapetę.

Shot018.png
No drzwi fajne.

Film B z kolei to typowa produkcja Ho. Nie mam pojęcia jak nazywali się główni bohaterowie, ale złego ninja grał Mike Abbot, który grał również w innych produkcjach tego reżysera. W Rage of the Ninja wyglądał nieco jak William Hall Macy w Boogie Nights plus jakies 20 kilo. Jego celem było zdobycie „Ninja Manual” który pozwoliłby mu zostać „The Ultimate Ninja.” Niestety dla niego, księga (tak mi się wydaje, że to księga) jest w posiadaniu prywatnego detektywa (nazwijmy go Ping skoro Azjaci mają angielskie imiona), którego żoną jest Cindy (ta z filmu A). Zły czyli żółty w tym przypadku ninja (zazwyczaj antagonistą jest czerwony) wysyła zbirów na Cindy i Pinga. Tak więc czarni ninja atakują w filmie A, a kolorowi (biały, czarny, fioletowy) w filmie B. Nasz bohater jest jednak różowym ninja więc to żadne zagrożenie dla niego. Pojawiają się tam także jakieś wątki „firmy ubezpieczeniowej” i kradzieży biżuterii, ale nigdzie one nie prowadzą.

Shot010
Nic tak nie cechuje cichego zabójcy jak oczojebny żółty i opaska z napisem Ninja.

Walki są strasznie zabawne, pełno tu strzelanin (ulubiona technika ninja), granatów dymnych oraz salto-pościgów. Jak zwykle także ninja teleporty i transformacje podobnie jak w azjatyckim odpowiedniku. Jedynie ostateczna bitwa jest strasznie słaba i krótka. Jeżeli nie wliczy się w nią strzelaniny (to jest w końcu film o ninja, a nie Strike Commando) oraz ninja przemiany pojedynek trwa jakieś 20 sekund. Można całość zamieścić w jednym gifie. Karta the end nie była montowana przeze mnie w żaden sposób. Tak się zazwyczaj kończą filmy Ho.

Najlepsza w filmie jest jednak muzyka. Nie jest, żadnym sekretem, że owy twórca z Hongkongu używa cudzych ścieżek dźwiękowych bez zakupu licencji. Nawet logo jego firmy posiada motyw z pewnej serii o wojnach w odległej galaktyce. Jednak tym razem chyba trochę przesadził. Nie do końca jestem pewien czy to jego działalność wpłynęła na pojawienie się w kilku scenach motywu z E.T. w wersji disco, jednak ta melodyjka i późniejsza scena gwałtu nie pasują do tego samego filmu. Chociaż, nie jest to pierwsza produkcja na świecie w której zarazem znajdowały się: E.T. i seks za zgodą jak i bez niej. Całość ogólnie wypełniona jest chwytliwymi bitami synthwave’a lat 80, co daje niepowtarzalny klimat kiczu tamtej epoki. Osobiście jestem wielkim fanem takiej muzyki. W pewnym momencie pojawia się także Sirus z Alan Parson’s Project którego utwory są cechą filmów Ho.

Shot020
Tylko najsilniejszy ninja może posiąść Kodeks Ninja, dający Moc Ninja by przejąć Ninja Władzę w Imperium Ninja.

Mimo iż film z pewnością nie jest dla każdego,  zachęcam wszystkich do obejrzenia tej lub jakiejś innej produkcji Godfrey’a Ho. Powodów jest multum. Można to zrobić z czystej ciekawości, zobaczyć jaką to rozrywką raczyli się śmiałkowie pokolenia VHS, upewnić się czy aby na pewno coś takiego istnieje w tym wymiarze, albo sprawdzić jaką ilość substancji psychoaktywnych może znieść jednostka. Jeżeli masz do siebie dystans, wolny czas, chorobę psychiczną, znajomych z chorobą psychiczną, alkohol, znajomych z alkoholem, narkotyki miękkie czy twarde, znajomych z narkotykami miękkimi lub twardymi to szczerze polecam, szczególnie, że film jest na Youtube.

Jestem świadomy nadużycia słowa ninja, jednak po obejrzeniu trailera oraz filmu inaczej się nie da.

Jedna myśl nt. „Rage of a Ninja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *