Tureckie Gwiezdne Wojny

„Star Wars ripoffs, I am your father”

dunyayi-kurtaran-adam-amerika-yolunda_25092013171719
Poza tymi dziwnymi statkami kosmicznymi jest najwierniej oddający fabułę plakat, który ukazał się na tym blogu.

Ok, przyznam, nie była to pierwsza podróba Gwiezdnych Wojen (1977), powstała dopiero 5 lat po pierwszej części gwiezdnej sagi (albo jak kto woli Epizodem IV) co w perspektywie innych filmów które brały „inspiracje” z owej opery kosmicznej stanowi eony. Przykładowo Starcrash z Davidem Haselhoffem trafił na ekrany w roku 1979, podobnie jak Star Odyssey (znany także jako Włoskie GW), zaś rok później przyszła odpowiedź Rogera Cormana  czyli Battle Beyond Stars. Mimo to jednak tureckie dzieło wydaje się być najbardziej znanym produktem Star Warso podobnym.

Właściwie  film nosi tytuł Dünyayı Kurtaran Adam czyli Człowiek który uratował świat, jednak nikt tego widowiska tak nie nazywa. Jest to pewnie skutkiem masowego nadużycia kadrów z filmu Lucasa w co zagłębię się później. Główną przyczyną powstania tego kuriozum był fakt, iż owych czasach w Turcji mniej kredytów było potrzebne by  nakręcić swoją wersję filmu, a co za tym szło bilety na tego typu produkcje były znacznie tańsze. Także pojawienie się telewizji zmusiło przemysł filmowy do podjęcia starań by zachęcić ludzi do oglądania filmów w kinach. Przez to mamy perełki takie jak: Turecki Rambo, Turecki Superman, co najmniej 2 wersje tureckiego ET (biednego kosmitę dosłownie wydymali również w Brazylii czy Niemczech), Tureckie Szczęki, a nawet tureckie I Spit on Your Grave (bo nawet i podgatunek rape and revenge musiał mieć swojego przedstawiciela).

Przynajmniej na Youtube tureckie kino jest popularne. Karate Girl.

Powróćmy jednak do tureckich Star Warsów. Fabuła nie ma wiele wspólnego z gwiezdną sagą. W przyszłości ludzkość rozwinęła technologie związane podróżami kosmicznymi, kraje złączyły się w jedno imperium, wszyscy ludzie byli braćmi, a Ziemię ochraniała tarcza stworzona z mocy umysłu i siły woli. Generalnie był to mokry sen Lenina czy tam innych socjalistów wychowanych w NRD. Jednak w tym czasie nieznane złe siły chciały podbić  nie zieloną już planetę. Tutaj się pogubiłem ponieważ raz narrator mówił, że było świetnie, a raz wspominał o jakiś wybuchach jądrowych i pogorzelisku. Nie można było się przy tym skupić bo w tle widz oglądał chyba wszystkie sceny z Nowej Nadziei oraz materiały archiwalne testów rakietowych ZSRR zlepione w całość bardziej chaotyczną, niż kazania Natanka (tak pamiętam go jeszcze). W tym momencie zacząłem tęsknić za żółtym tekstem lecącym nie wiadomo gdzie, wyjaśniającym genezę powstania federacji handlowych. Być może gdybym nie znał fabuły oryginału coś bym zrozumiał, a tak czułem się bardziej zdezorientowany od naćpanego Travolty szukającego intercomu.

can-t-wait-for-star-wars-episode-7-check-out-the-turkish-star-wars-not-luke-skywalker-jpeg-173171
Po co kręcić scenę w kokpicie, jak można postawić Turka w hełmie przed ekranem.

Po tym dziwnym przedstawieniu tła przyszedł czas na właściwy film. Bohaterami jest dwóch tureckich pilotów Ali i Murat. Stawiają oni czoła najeźdźcą próbującym podbić Ziemię. Tutaj dalej mamy do czynienia z kadrami walk pod Gwiazdą Śmierci. Z tego co zrozumiałem, to owa imperialna maszyna zagłady jest tutaj naszą planetą. Przewyższające jednak siły najeźdźców zmuszają kadetów do ucieczki, przez co rozbijają się na nieznanej planecie. Szybko okazuje się pustynia na którą trafili posiada budynki charakterystyczne dla egipskiej cywilizacji takie jak piramidy, sfinks czy ściany pokryte hieroglifami. Bohaterowie zakładają zatem, że historia planety jest podobna do ludzkiej, po czym zostają złapani przez jeźdźców-szkieletów, a następnie zmuszeni do udziału w walkach gladiatorskich toczonych między tubylcami. Same walki są wyjątkowo jak na ten film brutalne, można by to było pomylić z tureckim Spartakusem. Krew się leje, dzieci płaczą, broń szczęka, wszystko by zaspokoić głód krwi dla złego Czarodzieja (w angielskim tłumaczeniu był to The Wizard). Jednak kilka sekund po tym dostajemy walkę karate w stylu azjatyckich filmów zaadoptowanych przez Godfrey’a Ho. Jak to w każdym debilnym filmie tego typu bywa, złoczyńca wyjawia bohaterom, że ma 1000 lat, pochodzi z Ziemi oraz że próbował ją wcześniej podbić aczkolwiek wcześniej wspomniana „tarcza skoncentrowanych komórek mózgowych” nie pozwalała mu tego dokonać. Jedyną rzeczą która by mu w tym by  pomogła jest ludzki mózg.

brainzzzzzz
W takie PSA bym uwierzył.

Bohaterowie jakimś dziwnym trafem uciekają od Czarodzieja bez mózgu i trafiają do jaskini zamieszkałej przez uchodźców tyrańskich rządów antagonisty. Tam Murat zakochuje się w jedynej kobiecie tam się znajdującej, która opiekuje się dziećmi. Dziewczyna najwidoczniej odwzajemnia uczucia bohatera bo patrzą się w siebie, jak spalony nastolatek patrzy się na stoisko z chrupkami. Miłosne uniesienia nie trwają długo bo uciekinierzy zostają zaatakowani przez mumio-zombie-wilkołaki. Tutaj następuje istna rzeź, wszyscy poza głównymi bohaterami, dziewczyną oraz jakimś chłopcem zostają rozszarpani przez nieumarłych sasquatchy, a następnie przemienieni w potwory za sprawą wyssania krwi przez złego Lorda Czarodzieja. Szczerze mówiąc ma to więcej sensu niż wskrzeszanie przez midichloriany, ba cały pomysł tych pieprzonych bakterii jest jeszcze bardziej debilny. Brawo Tureckie Gwiezdne Wojny.

Shot026
Turecki Lord Sith. Moce: teleportacja, zamiana ludzi w zombie, zamiana ludzi w muppety, telekineza, promienie śmierci, manipulacja filtrem obrazu, ninjitsu.

Po udanej ucieczce pora na montaż treningowy w stylu lat 80, który jest najgłupszą sceną tego typu jaką w życiu widziałem. Sceny kokserki z Violent Shit II czy Mother’s Day są jak te z Rockiego przy tych tureckich ćwiczeniach siłowych. Przez dobre 3 minuty widz ogląda 2 debili boksujących skały, rozbijających głazy dłonią oraz kopiących kamienie w rytm ścieżki dźwiękowej Battlestar Galactica w wersji disco. W pewnym momencie jeden z nich przywiązuje sobie do każdej z nóg po skale i trenuje skoki tym razem z tematem muzycznym Jeźdźców zaginionej Arki. Co ciekawe film używa chyba wszystkie soundtracki w galaktyce tylko nie Gwiezdnych Wojen. Jest tu jeszcze muzyka z Ben Hura, Flasha Gordona i któregoś z filmów o Bondzie. W pewnym momencie nawet Bach ma występ gościnny jakby z piramidy miał wyskoczyć Darkula.

Shot031
Dzisiaj dzień nóg.

Jako, że jest to typowy turecki film pora na kolejną „inspirowaną” hollywoodzkim filmem  scenę. Tym razem trafiamy do tawerny wyglądającej jak Mos Eisley Cantina. Widzimy tam różnego rodzaju stwory podobnie jak w filmie Lucasa, problem w tym, że maski i kostiumy wyglądają jakby były zakupione na wyprzedaży w sklepiku Ku Klux Klanu. Gdy wybucha bójka barowa biorą w niej udział m.i. kosmita w stroju chińczyka – mistrza kung fu oraz potwór podobny do murzyna żywcem wziętego z reklamy mydła z początków ubiegłej dekady.

W wyniku tej „wojny rasowej” bohaterowie zostają pojmani i umieszczeni w celi w pałacu czarodzieja. Jego nikczemnym planem jest przewrócić tureckich pilotów na ciemną stronę mocy by pomogli mu zdobyć miecz i mózg. W tym celu Pinhead z przeceny nakazuje królowej planety uwiedzenie Aliego, gdy w tym czasie Muhad zostaje przyprowadzony przed oblicze jego bezmózgiej mości. Ten pokazuje mu jednak, że posiada złotą wersję danego organu w którym zawarte jest całe dziedzictwo człowieczeństwa i nakazuje mu zdobycie ludzkiego odpowiednika. Chcąc to osiągnąć pokazuje kadetowi tą porwaną kobietę i dzieciaka. Jak nie trudno się domyślić wkurzony kochanek rzuca się na ratuneka, a w walce pomaga mu Ali. Na nieszczęście bohaterów w tym uniwersum szturmowcy odbyli przeszkolenie obchodzenia się blasterami i szybko obezwładniają rebeliantów. Czarodziej nakazuje tortury którymi to jest zakopanie żywcem, w sensie przykrycie ich małą warstwą ziemi. Nie wiem jak to nazwać, Sandboarding? Murat następnie ucieka po pokonaniu jakiegoś potwora gladiatora w czasie gdy Ali pozostaje uwięziony.

Shot030
Szturmowcy może i wyglądają biednie, ale przynajmniej potrafią strzelać.

Po tym wszystkim następuje jakieś głupie wyjaśnienie historii czarodzieja i planety w którą włączona jest religia Islamu, chrześcijaństwo oraz wierzenia Majów i Azteków. Murat dostaje zadanie znalezienia mózgu oraz miecza w kształcie piorunu, który wygląda jakby sześciolatek wyciął go z kartonu do walki z młodszym bratem. Wszystko to mu się oczywiście udaje i po walce z dwoma złotymi ninjami posiada moc złotego oręża, który pozwala mu na uratowanie przyjaciela. Następnie: zdrada, oszustwo, złoczyńca zyskuje co chciał, Ali ginie. Napędzony żalem Muhad topi miecz razem z mózgiem i tworzy z nich złote rękawice, by pobić szturmowców, zombie goryle, czerwonych odrzutów z Ulicy Sezamkowej, rasistowskie kostiumy i Czarodzieja. Po udanej bitwie która jest kwintesencją filmu, (właściwie to dodam ową scenę na sam koniec), Turecki Han Solo czy tam Luke odlatuje w Sokole Millenium.

Osobiście moim największym problemem nie był chamski stockfootage, kradzione ścieżki dźwiękowe czy dziwna fabuła. Największym problemem był montaż, przy którym Manos to dzieło na klasę Pancernika Potiomkina. Sceny walki są niekoherentne, światło między ujęciami często się zmienia, a non stop pojawiające się blaski zabiły pewnie nie jednego epileptyka. Nawet nie ma sensu wspominać o przejściach między ujęciami Gwiezdnych Wojen, a właściwym filmem. Jestem pewien, że to był tatuś parodii montażowych MLG.

mlg.gif
Zjazd rodzinny.

Jednak produkt ten właśnie przez te wszystkie błędy jest wspaniałą rozrywką na której ani chwili się nie nudziłem, tak wiec polecam do alkoholu i do lekkich narkotyków ze znajomymi bądź bez. Nie polecam do twardych narkotyków  i dla ludzi z padaczką.  Jako ciekawostkę mogę dodać, że w grudniu 2006 wyszedł sequel  Dünyayı Kurtaran Adam’ın Oğlu (The Son of the Man Who Saved the World), popularnie nazywany Turks in Space, który jednak nie zdobył takiej aprobaty ani statusu kultowego jak poprzedni.

Kwintesencja Tureckich Gwiezdnych Wojen zawarta  w 10 ostatnich minutach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *