Agent for H.A.R.M.

You think you can’t get hurt, Doctor, because this is America? Apple pie and all that jazz?

agentforharmsmall_3523
Okładka doczekała się własnego paragrafu.

51 lat temu to jest 5 stycznia 1966 roku Universal Studios dodało swoje dwa grosze (żarciki z budżetu oczywiście) do gatunku popularnych w tamtych czasach filmów szpiegowskich.  Dobra, nie robię nawet wprowadzenia bo wiadomo, że chodzi o podróbki agenta 007, tak więc podam dla jaj kilka tytułów które wyszły w tamtym okresie. Perełki takie jak: europejski Secret Agent Super Dragon (1966), A  Man Called Dagger(1968) gdzie grał Richard Kiel dobre 10 lat zanim był Buźką z filmów o Bondzie, Włoski Danger! Death Ray(1967), Operation Kid czy jak kto woli O.K. Connery (1967) gdzie agentem był brat Seana. By było zabawniej ostatnie dwa wraz z agentem H.A.R.M. pojawiły się jako epizody MST3K. Wszystkie te filmy miały zarobić na popularności brytyjskiego pierwowzoru używając podobnego schematu fabuły oraz elementów żywcem wyjętych z produkcji o agencie Jej Królewskiej Mości. Tak więc jest zazwyczaj jakiś szalony złoczyńca który chce wysadzić świat, zamrozić oceany czy eksperymentować na cywilach, a powstrzymać go może jedynie jakiś kobieciarz z tajnej organizacji zajmującej się produkcją gadżetów. Koniecznie do tego musi przygrywać muzyczka jakby była skomponowana przez skacowanego Johna Barrego. Dochodziło to do takich absurdów, że w Operation Kid a.k.a. Operation Double 007 a.k.a O.K. Connery, Neil Connery gra Doktora Neila Connerego(sic!) który za pomocą hipnozy musi pokonać międzynarodowy gang. Ta cała hipnoza pewnie wychodziła z braku pomysłu na gadżety albo budżetu. Z drugiej jednak strony włoskie podróby zawsze miały subtelność wybuchu bomby atomowej.

Agent for H.A.R.M. jednak miał większe aspiracje, gdyż film początkowo miał być serialem telewizyjnym. Zdecydowano jednak by przemontować nieco odcinek pilotażowy i wysłać produkt do kin. Właściwie gdyby był to serial, tytuł podrabiał by nie tylko agenta 007 ale i serię The Man From U.N.C.L.E.(1964).

screenshot-2017-01-05-20_43_19
No na garderobie bohaterki studio zaoszczędziło.

Film opowiada o pochodzącej z meteorytów bakterii zamieniającej ludzi w grzyb(sic!). Badania nad zarodnikami prowadzi doktor Jan Stefanik który cudem uciekła za żelaznej kurtyny (południowej Kalifornii*). Do ogarnięcia sytuacji dotyczącej substancji zamieniających ludzi w guacamole oraz ochrony doktora wysłany jest agent Chance, Adam Chance (cytat z filmu). Musi on powstrzymać złego towarzysza Basila Malco który planuje użyć kosmicznych grzybo-bakteri do pokonania kapitalizmu. Plan wygląda mniej więcej tak:

1. Zdobyć dużo grzybów

2. Rozsiać je na pola ze zbożem

3 ???????????????

4. Profit

Dla komunistów pracuje także agentka Ava która podszywa się pod siostrzenicę doktora. Jest to wielki twist z końca filmu, który niewiele wnosi plus trzeba być idiotą by się tego nie domyślić. Nawet plakat spoinuje swój własny film. Właściwie opis plakatu wymaga własnego paragrafu.  Nie do końca wiem jak złoczyńca chce rozsiać to po polach, ale jak Amerykanom udało się prowadzić operacje z użyciem Żuka Kolorado, to  i sowieci pewnie coś by wymyślili. Plan był pewnie wymyślony jako zemsta z pokazanie Chruszczowowi kukurydzy. Dalej można się domyślić co się dzieje, jednak samo zakończenie było by dość mroczne gdyby tylko ktoś interesował się losem bohaterów.

s
Meet Chance, Adam Chance.

Jest to dość trudne zważywszy, że wszyscy zachowują się jak skończeni kretyni. Adam Chance, nazwisko chyba nie przypadkowe  gdyż większość rzeczy dzieje się z przypadku, a nie wyniku jego działań. Jako super tajny agent zostaje on wysłany by sprawdzić okoliczności śmierci asystenta doktora. Pracuje on pod przykrywką jako sprzedawca szczotek czy czegokolwiek kobiety potrzebowały do szczęścia w latach 60. Jego pierwsza interakcją z człowiekiem po przybyciu do laboratorium jest rozmowa z Avą która ubrana w bikini (w tym stroju jest przez dobre 70% filmu, pokazuje to jak świetnie napisana jest to postać) opala się. Chance’owi udaje się przekonać dziewczynę że jest on wspomnianym handlowcem, jednak nie ma to żadnego znaczenia gdyż wyjawia swoją tożsamość niecałą minutę po dotarciu do gabinetu doktora. Mało tego chwali się on Stefanikowi, jak istotna jest to sprawa dla jego organizacji w czasie gdy dziewczyna stoi zaraz obok niego. Jako, że jest to produkt Bondopodobny widz oczekiwał by jakiegoś romansu między dwójką. Nope, bohater większość czasu ignoruje Ave nawet gdy ta używa swojego sowieckiego seksapilu by uwieść agenta.  Najlepszym przykładem głupoty Chance’a może być próba odnalezienia bazy złoczyńcy. Jego super świetnym planem jest zakradnięcie się do ciężarówki złoczyńców i poczekanie  aż samochód się zatrzyma, by potem zmusić kierowcę do ucieczki. Absurdu dodaje fakt, że nie robi tego pistoletem, ani nożem, a zrobioną z wieszaka garotą. Dusi nią furmana i każe mu jechać. Podczas jazdy po krętej górskiej drodze, będąc duszonym złoczyńca wpada w poślizg, a pojazd spada ze zbocza kończąc udział w filmie eksplozją. Agent Chance oczywiście na czas wyskakuje z vana w czasie gdy uduszony bandzior pozostaje w pojeździe podczas wybuchu. Jakimś dziwnym cudem udaje mu się jednak przeżyć, bo kilka minut później ginie on rażony prądem przez drzwi pułapkę. Ogólnie w filmie Chance nie ma problemu z mordowaniem przeciwników. W pewnym momencie dwóch z nich ucieka, a nasz bohater ładuje im kilka kulek w plecy.

ezgif-com-2d6dc19c00
Na wieszak to już chyba za późno.

Tutaj dochodzimy do gadżetów. Zbyt wiele ich nie ma, jednak są one dość zabawne. Mamy więc golarkę, która jest dyktafonem. Agent Chance używa jej podczas pierwszej rozmowy z doktorem, i nagrywa nią nic nieznaczące dyrdymały. Zabawny jest jednak widok gładkiego jak niemowlę mężczyzny golącego się w laboratorium gdzie leżą próbki zabójczego grzyba. Kolejnym wynalazkiem jest słuchawka, dzięki której agent może podsłuchiwać rozmów telefonicznych…. podczas snu. Najlepszy jest jednak pistolet opracowany przez Stefnika, który strzela zieloną mazią zamieniającą ludzi w Stwora z Czarnej Laguny. Maź czasami przenika przez materiał, czasami nie, przez co jest idiotyczną alternatywą ołowiu.  Słyszałem o „pistolecie Czechowa***” jednak w tym filmie jest to znaczną przesadą. Broń jest tak często podmieniana, modyfikowana, chowana itp. że na końcu nie miałem pojęcia którą wersje bohater posiada, a było tych pistoletów kilka.

ezgif-com-fb640a2444
Wsadź losowy żart o grzybach w spodniach i ochronie tutaj.

Po Agent for H.A.R.M. widać, że miał być raczej epizodem serialu, a nie filmem pełnometrażowym. Strasznie dużo tu scen prowadzenia samochodu i tego typu fillerów. Jak już wcześniej wspomniałem jest to widoczna podróba filmów o Bondzie i Agent for H.A.R.M. nie daje o tym zapomnieć od napisów początkowych poprzez głupkowatą fabułę, aż po muzykę. Dialogi to połączenie gadki Bogarda z Casablanci z ówczesnym slangiem młodzieżowym. Aktorstwo w tym też nie pomaga. W jednej z pierwszych scen Adam dostaje rozkaz uczestniczenia w sekcji zwłok. Na wszystko odpowiada coś w stylu „moim marzeniem było spędzenie reszty dnia w kostnicy”. W tym momencie nie wiedziałem czy to sarkazm czy rzeczywiście ma on jakiś pociąg do nieboszczyków. Postacie doktora, Avy i komunistów mówią w jakiś dziwnych akcentach, jednak nie mam z tym wielkich problemów zważywszy, że połowa Europy była komunistyczna, a ludzie oglądający tego typu filmy w latach 60 mieli to w dupie.

Na koniec  zostawię kwestię plakatu bo jest on na swój sposób magiczny. „Przeciwko super tajnemu agentowi przeciwnicy wysyłają najbardziej śmiercionośną broń…kobiety”. W filmie pojawiają się może trzy, z czego jedna jest sekretarka agencji, druga trenuje ciosy karate z Chancem i pojawia się może na 2 minuty, a trzecia no niby prawda, jednak nie szykuje mu jakoś planów. Zabierają one także więcej miejsca na plakacie niż główny bohater. W pierwszej ramce po lewej to nawet nie jest Chance, a jeden z ruskich przydupasów. Ten wir to ja nawet nie wiem. Wisienką na torcie jest oczywiście źle napisane nazwisko aktora grającego Chance’a. W rzeczywistości jest to Mark Richman, nie Richmond. W porównaniu plakatami z O.K. Connery który wygląda jak okładka Green Arrowa ze Srebrnej ery komiksów oraz The Man Called Dagger z wózkiem FDR z filmu Asylum ten wypada słabo.

Czy warto? Nie wiem, ja się uśmiałem troszkę. Polecam jednak wersję z MST3K.

harm
Takie tłumy oceniły to arcydzieło. 05.01.2017

* Właściwie po wyborach 2016 ma to trochę sensu, gdyż stan ten jest nazywany siedliskiem „antypatriotycznych lewaków”, a po wygranej Trumpa były nawet pomysły, poważne bądź też nie, o secesji.

** nawet nie podejmuję się tłumaczenia, wiem że etiologia to nauka zajmująca się badaniem przyczyn zjawisk kryminalnych czy chorób, film opowiada  zarazem o przestępczości jak i zamianie ludzi w grzyby. Relations Machine jednak to jakiś nonsens dla mnie. Klasyczny przykład „a jebniemy akronim, a potem wymyślimy znaczenie”. Nawet no nie ma większego sensu, ponieważ jedynym efektem końcowym jest kilka głupich gierek słownych.

*** W wielkim skrócie zasada  mówiąca, że jeżeli wprowadza się w opowiadaniu jakiś przedmiot to musi być on później użyty.  Jak pierwszy raz słyszałem o pistolecie Czechowa, myślałem, że to jakieś nawiązanie do Star Treka, głupi ja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *