Dumpster Baby

I guess a father isn’t an option huh?

DUMPSTER_BABY
Bez wątpienia najbardziej obskurny film jaki miałem okazję przedstawić.

 

Jakoś w sierpniu 2014 podczas szperania po śmietniku filmowym jakim są strony Tromy na YouTube natknąłem się na to dzieciątko. Mimo, że w pojemniku znajdowały się tytuły takie jak  „Buttcrack„, „Yeti :The Gay Love Story„, „Killer Nerd” czy Plutonium Baby z tych wszystkich produkcji najbardziej podobała mi się jednak okładka „Dumpster Baby”. Pomyślałem, pewnie jest to jakaś szajs produkcja o zmutowanym niemowlaku mordującym bezdomnych albo dzieciaku z super mocami czyszczącym ulice Tromaville. Miałem z resztą prawo tak myśleć bo film jest reklamowany w ten sposób :

„From the darkest depths of the human mind comes „Dumpster Baby,” a modern grindhouse classic in the tradition of „The Toxic Avenger” and „Saw.”  

Nie muszę chyba mówić, że z „Toksycznym Mścicielem” ma to wspólnego tylko to, że Troma z jakiegoś powodu wydała to dziwactwo. Chyba jedynie by wsadzić trailery z innych filmów na DVD. Co do „Piły” to Jigsaw pewnie użył by tego „prosto na video śmiecia” jako narzędzia tortur gdyby tylko dali mu kolejny sequel. By było zabawniej „Piła” wyszła jakieś 4 lata po premierze „Dumpster Baby”.

roddman
Shiiiiiieeeeeetttt. Dir trusted me wit dat paper, nigga.

Już po pierwszej minucie człowiek ma świadomość, że nie będzie to wygodny seans i to nie tylko z powodu tematyki, ale także i jakości audiowizualnej. Nie dość, że film wygląda jakby był kręcony kamerą DV pierwszej generacji (i pewnie był), to dźwięk jest tak beznadziejnie nagrany, że nawet jakbym był samym Noamem Chomskim to bym dialogów nie ogarnął. Wprowadzenie wolnościowych socjalizmów czy jakiś innych anarchizmów w niczym by mi nie pomogło.  Dość często narzekam w tych wypocinach na kiepski dubbing, jednak w tym przypadku bym go powitał jak Wałęsa Kiszczaka,  ponieważ nie da się zrozumieć tego bełkotu. Tak więc przedstawię fabułę mniej więcej jak ją zrozumiałem, a dzieje się w tym filmie sporo.

„Dumpster Baby” rozpoczyna się jakimś monologiem teleewangelisty (wiem to wyłącznie z napisów końcowych), który grozi mi, że umrę – czyli na dzień dobry wiemy, że mamy do czynienia z patologią albo ziomek proponuje widowni odebranie sobie życia jeszcze przed zakończeniem oglądania. Po tym przywitaniu film rzuca w widza napisami początkowymi, które są równocześnie ostatnią sceną filmu. Dodatkowo sekwencja zmontowana jest w stylu teledysku jakiejś taniej grupy alt metalowej z późnych lat 90. Nie zdziwił bym się jakby to nagranie znalazła policja w garażu Erica Harrisa zaraz po masakrze w Columbine. W wideo widzimy typową miłośniczkę cracku uciekającą przed typem w czarnym płaszczu i białej masce. I tylę. Nic więcej. Zaraz po napisach widzimy tą samą narkomankę palącą lufę z koleżanką, która waży dobre 160 kilo. W czasie rozkoszowania się ulicznymi specyfikami gruba zaczyna rodzić, przez szorty, bo dlaczego nie? Okazuje się,  że byłą to ciąża niespodzianka, ale dziecko przychodzi na świat jako wcześniak. Naćpana i zszokowana faktem, że urodziła dziecko przez ubranie nakazuje kompance pozbycia się niechcianego porodu. Kobieta prosi o pomoc znajomego dealera, który wygląda jak biedna wersja Dennisa Rodmana (tak, jest to możliwe) jednak ten rapuje jej, że nie da rady po czym wystrzeliwuje kilka pocisków w jej kierunku, oczywiście gangsta style. Zdesperowana chowa dziecko w kontenerze na śmieci. Niemowlę szybko zostaje jednak odnalezione przez amatora alejkowych uciech oraz pannę nocy. Tak więc rozpoczyna się odyseja crack wcześniaka w której spotyka on wiele ciekawych postaci.  Trafia więc biedny dzieciak z rąk do rąk będąc jedynie łącznikiem pięciominutowych scenek.

wypłata
Nie ma to jak przepieprzyć wypłatę będąc jeszcze w pracy.

A bohaterów opowieści jest tutaj sporo. Są to między innymi: dwójka przygłupów znęcających się nad osobą chorą psychicznie, właściciel sklepu z komiksami, para nastolatków która przechodzi przez traumę poaborcyjną czy kanibal ze stacji benzynowej. Przyznać trzeba, że sceny zapadają w pamięć albo ze względu na ich niedorzeczność, albo mroczny charakter, albo po prostu … brud. Jest to dość dziwna kombinacja bo w ciągu trzydziestu minut widz ma okazję oglądać dwójkę kretynów  sprzedającą niemowlę (właściwie kocyk, bo jakby chociaż lalkę lub butelkę ze żwirem tam wsadzili, to by się budżet nie zgadzał) za komiks oraz seks zabawki, scenę seksu zakrapianego tanim alkoholem w szopie, w środku lasu, rozmowę o nastoletniej aborcji, scenę gwałtu i samobójstwa by wszystko zakończyć kanibalem mordującym masturbującego się użytkownika toalety na stacji benzynowej. Dodatkowo jest jeszcze ten idiotyczny wątek dziada w płaszczu, który o ile dobrze rozumiem jest wcieleniem tego niemowlęcia. Kasuje on głupców na lewo i prawo bez podania przyczyny. Przykładowo zabija on właściciela sklepu z komiksami i zabiera niemowlę by schować je w szopie. Następnie idzie gdzieś sobie, by wrócić dopiero pod koniec filmu.

villainhero
To tak jakby twórcy widzieli wujka Festera i pomyśleli – „Damy mu kretyński kapelusz i płaszcz, będzie straszny!”

Przy scenie w lesie pojawia się również problem z ciągłością. Do tej leśnej budy wchodzi para  napalonych metalów, których zabija nawiedzony pastor. Niemowlę znajduje następnie trójka nastolatków  która opowiada wcześniej historię wielebnego ze strzelbą strzelającego do mężczyzny podejrzanego o pedofilie. Tak więc wydawało by się, że jednak sporo czasu minęło, skoro opowieści zaczęły się rozchodzić i mają charakter miejskich legend. Myślałem potem, że dziecka w szopie nie było podczas seks sesji, a wszystko to była wina beznadziejnego montażu. Jednak na drugi dzień policja badała tą samą szopę i pytała się nastolatków czy czegoś podejrzanego nie widzieli bo ksiądz świr wymierzał Boską sprawiedliwość dzień wcześniej. To ilu ludzi ten pastor wymordował? Z drugiej strony może i wszystko było okay, a tylko ja nie zrozumiałem sekwencji scen bo po raz kolejny dialogi brzmiały jakby były nagrywane fonografem Edisona.

sequel
Sequel już w produkcji.

Całość dzieje się w przeciągu co najmniej trzech dni tak więc nie jest wielkim twistem, jaki film próbuje zrobić, że bez jedzenia, picia oraz cracku niemowlę umiera, albo raczej jest martwe przez większość filmu. Właściwie nawet nie powinno to nikogo zaskoczyć bo nawet jeden z nastolatków nazywa dzieciaka zombie niemowlęciem, zaraz przedtem jak inny z nich posyła je jak Mojżesza w lodówce turystycznej z prądem rzeki.  Film kończy się tą podróbą Rorschacha mordującą matkę oraz pościgiem za typiarą z napisów początkowych. Nie ma to żadnego sensu skoro dosłownie w drugiej minucie filmu widz już wie jak owa bohaterka kończy. Chociaż z drugiej strony film jest tak wykonany, że mało kto zwracał pewnie na to uwagę. Ja mogę być jedyną osobą na świecie która widziała Dumpster Baby dwa razy, tylko po to by napisać ponad 1000 słów wpisu na temat chyba najtańszej produkcji Tromy. I tak po obejrzeniu jestem jedynie ciekawy czy lokale gastronomiczne które otrzymały specjalne podziękowania w napisach końcowych wiedzą do jakiej produkcji się przyczyniły.

Film, trzeba przyznać ma swój klimat, jest tani, brudny, niewygodny w oglądaniu przez co zapada w pamięć. Nie jest to jednak w tym przypadku cecha dodatnia, przynajmniej nie dla mnie. Osobiście nie polecam, mimo że niektóre opisane sceny mogą wydawać się śmieszne.  Niech lepiej jednak pozostaną w waszej wyobraźni bo z automatu ich wykonanie jest bardziej profesjonalne.

baby
Jak zwykle plakat oszukuje. Jedyna scena gdy widzimy niemowlę

Jedna myśl nt. „Dumpster Baby”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *