O zakończeniu „Split”

 

p0ni4fe5j1zx

Nie powiem, po „Wizycie” jak student na socjala oczekiwałem nowego filmu M. Nighta Shyamalana. Była to świetna czarna komedia która nie tylko wyciągnęła go ze statusu bycia chodzącą puentą żartu jakim może być osoba reżysera, ale pokazała także, że filmy z gatunku found footage potrafią dalej być tworzone w sposób oryginalny i sensowny. Wspomniana postać może polaryzować gdyż dał nam on takie filmy jak fenomenalny „Szósty zmysł”, świetnego „Niezniszczalnego” (mój ulubiony film M. Nighta), głupkowate „Znaki”, idiotyczną „Osadę”, szaloną „Kobietę w wodzie”, prześmiewcze „Zdarzenie” kończąc na obraźliwym „Ostatnim Siewcy wiatru”.  Był też ten ego projekt Willa Smitha „1000 lat po ziemi”. Jednak po każdym upadku wielu fanów kina dawała Shyalamanowi szansę. W końcu stworzył kulturowy fenomen jakim był twist „Szóstego zmysłu”, który starał się powtórzyć nie tylko on ale i niemal każdy reżyser tego rodzaju kina. Po „Niezniszczalnym” jednak został on pożarty przez swojego własnego potwora ponieważ, twisty były albo skretyniałe jak w przypadku „Znaków” lub „Zdarzenia” albo przewidywalne jak w „Osadzie”. Teraz jeżeli widzi się film przez niego napisany jest więc pewne, że ostatnia scena zmieni sposób w jaki widz będzie postrzegał resztę filmu. Stworzyło to ogromny problem nie tylko dla filmów Shyamalana, ale i większości obecnych produkcji, mianowicie –  jeżeli oczekujesz twistu, nie jest to twist.

Jeżeli nie widzieliście filmu, nie czytać – iść oglądać!

A teraz, jeżeli widzieliście „Split” a nie widzieliście jakimś dziwnym trafem „Niezniszczalnego” (film chyba co miesiąc gdzieś w TV jest emitowany), proszę iść obejrzeć to. Tekst poczeka.

1483358915324

Okay tyle ostrzeżeń chyba wystarczy. Dalej na własną odpowiedzialność idziecie.

Tak więc szybcikiem James McAvoy gra tam 9 z 23, jak się potem okazuje 24 osobowości. Jako, że jest to film Shyalamelalananananana założyłem, że będzie twist na końcu, więc próbowałem go rozgryźć. Tak więc gdzieś w momencie gdzie okazuje się, że „wujek” głównej bohaterki to pedofil pomyślałem – hmmm pewnie na koniec okaże się, że wszystkie postacie to tak naprawdę Kevin (wiem, mało oryginalne bo chciałem się mylić). Pani psycholog w końcu opowiadała historię przypadku gdzie dwie osobowości manifestowały się w tym samym czasie. Dodatkowo nie spotykamy ich wszystkich w formie McAvoya. Lokacja gdzie były te dziewczyny zamknięte, też nie była określona, a w pewnym momencie przypominała mi filmy z Freddy’m Kruegerem. Wszystkie potem zostały oddzielnie zamknięte i tyle o niech dalej słyszeliśmy. Z drugiej strony jednak pamiętałem, że reżyser lubi kręcić dość mroczne lokacje.

Główna bohaterka z kolei znała niemal wszystkie fakty Patrycji, oraz wiedzieliśmy o niej tylko to, że jej wuja lubił dzieci. Pani psycholog rozmawiała także z Barrym/Dennisem o niesprecyzowanych traumach z dzieciństwa (tam potem było o ojcu co zginął katastrofie pociągu i okropnej matce). Następnie Kevin zamienił się w „Bestie” i mielimy straszne głupoty – chodzenie po ścianach i super siłę, ziomek był także odporny na kule ze strzelby ( wiem było wspomniane przez panią Fletcher, ze były przypadki gdzie koleś potrafił podnosić trzykrotnie takie ciężary), jednak wydawało się to za mocno podkoloryzowane na realny świat, który był podczas filmu tworzony. Trochę rozbawił mnie także McAvoy gadający o następnym stopniu ewolucji i super mocach. Słyszałem już go gdzieś mówiącego takie rzeczy (X-meni, to byli X meni). Tak gdy „Bestia” wydarła się, że Casey jest czysta, po czym się oddaliła pomyślałem, no tylko takie wytłumaczenie ma jakiś sens.

Myślałem no dobra wszystko działo się w umyśle bohaterki, dodatkowo nic o niej tak naprawdę nie wiedzieliśmy, tak jak mało co było wiadome o osobowościach McAvoya. Nie chciałem takiego zakończenia, to nie jest w końcu „Ojciec Mateusz” by w połowie seansu rozkmninić wielkie odkrycie. Powoli zaczęło się to rozlatywać gdy policjant potwierdził, że Fletcher nie żyje, opiekun przyjechał, a McAvoy siedział w jakimś budynku i pieprzył sam do siebie jak w „Psychozie”. Jednak zanim wszystko poskładałem do kupy była ostatnia scena w restauracji gdzie poznałem melodie z „Niezniszczalnego”. W wiadomościach mówiono, że Kevin może być żywy i na uwięzi i dostał ksywę Horda. W tym momencie jakiś klient mówi, że przypomina mu to jakiegoś typa na wózku (dla jaj pomyślałem – tak Profesora X), a tu Bruce Willis – „no nazywał się Mr Glass.”

WTF!?? – chciałem wydrzeć się na cała mordę. Nie dość, że film był sequelem czy tam spinoffem „Niezniszczalnego” to jeszcze pewnie robią z tego uniwersum. Fuck yeah! Jedno głupie zdanie wypowiedziane przez jedną postać na samym końcu filmu zmieniło nie tylko jego znaczenie, świat i zasady, ale i także gatunek. Z thrillera psychologicznego mamy więc film o superbohaterach który dodatkowo łączy dwa niby kompletnie dwa różne filmy oraz zapowiada kolejny. Więcej rzeczy nabrało sensu np. kwiaty na peronie (Mr Glass mógł rozdupcyć pociąg poszukując „niezniszczalnego”, przez co zginął ojciec Kevina, a wiemy, że Glass ma historię z pociągami). Czyżby następnym filmem był by David Dunn i Casey vs Mr. Glass i Horda?

 W jednym z wywiadów  reżyser powiedział, że był ciekawy czy dałoby się jednym zdaniem zmienić gatunek filmowy. Wiem, że Shyamalan chciał stworzyć „Niezniszczalnego 2”, jednak w czasie wydania pierwszej części, ani film ani gatunek nie był specjalnie popularny. Trzeba pamiętać, że to były czasy gdzie pierwsi X-meni dopiero wychodzili. Obecnie, nie jest to żadnym problemem – mamy nie tylko zarabiającego miliony Marvela czy DC (kulejące filmowe, świetne animowane), Monsterverse studnia Legendary (Godzilla ect), nawet Universal chce tworzyć uniwersum z Draculą, potworem Frankensteina i innymi monstrami z domeny publicznej. Nie widzę problemu by Shyamalan posiadał swoje, osadzone w nieco bardziej realistycznym świecie.

Oczywiście rozumiem, jeżeli ktoś ma z tym problemy. Bez tego całego twistu film był dobry, jednak nie nadzwyczajny, a wielu ludzi ma już dosyć traktowania filmów jak serial telewizyjny. Jednak ja dam Shyamalanowi szansę, taką jak dałem mu wcześniej. Tylko błagam, panie „chcę tworzyć fenomeny kulturowe” nie dodawaj tam kosmitów hydrofobów, drzew zabójców ani Jadena Smitha – to nie będzie twist, to będzie samobójstwo.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *