The Fast and The Fierce (Recenzja)

Chciało by się.

Jeszcze w kwietniu będzie miała miejsce premiera kolejnej części przygód „rodziny” Dom’a Torreto czyli „The Fate of The Furious”, tak że z tej okazji studio The Asylum postanowiło po raz kolejny zarobić na popularności tej wysoko oktanowej serii znanej z pościgów, niedorzecznych sytuacji oraz suchych żartów Tyrese’a Gibsona. Po „Street Racer” oraz „200mph” The Fast and The Fierce jest już trzecim mockbusterem pasożytującym na tej popularnej serii popcornowych filmów. Czy jest ona równie znośna jak jej poprzednicy? NIE! Normalnie w czymś co stara się być recenzją, autor tworzy jakąś tajemnicę, zadaje pytanie, by w iluś tam znakach odpowiedzieć dlaczego  film jest beznadziejny. Tutaj wystarczy, że powiem to – w tym filmie jest tyle samochodów co w Bravehearcie. Tak, The Asylum zrobiło podróbę „Fast and Furious” bez wyścigów, pościgów i samochodów.

Tak więc jeżeli nie jest to film o wyczynach automobilami, co to ma być? Fabułę można streścić w dwóch zdaniach. Informatyk imieniem Benji (tak jak Simon Pegg w Mission Impossible) jest szantażowany przez terrorystkę (Dominique Swain -grała Lolitę i w innych produkcjach Asylum) by sprzedał jej kod „Genesis 7” za 10 milionów dolarów oraz bilet do Dubaju. (2:1 MI vs F7) W przeciwnym wypadku wysadzi samolot na którym znajduje się jego żona. Film jest zatem dramatem lotniczym i to chyba najgłupszym jaki widziałem.

Tutaj powinienem zakończyć jakiekolwiek rozmyślanie nad filmem bo kontynuacja to wysiłek kilkakrotnie większy niż pisanie scenariusza do tego badziewia, jednak jestem człowiekiem, mam głos i opinię. Bomba działa na zasadzie, że jak pilot zniży się na wysokość poniżej 800 stóp to samolot eksploduje i wszyscy zginą – coś na zasadzie „Speed” tylko pisanego przez Al Kaidę lub Macierewicza. Nigdy nie dowiadujemy się czym jest ten kod „Genesis 7” poza tym , „że może zniszczyć świat”. Benji niby się zgadza, ale przegranie kodu na pen drive zajmuje dużo czasu plus przejazd do biurowca. Następnie przenosimy się na pokład samolotu gdzie poznajemy bohaterów. Miałem cichą nadzieję, że Lolita wysadzi samolot w pierwszych 10 minutach filmu, nie zdziwił bym się w tego typu produkcji. Następnie super haker Benji zbierze ekipę złożoną z super kierowców, koksów i zabójców by zemścić się na tajemniczej organizacji. Nic z tego. Dlatego dobre 80 minut spędzamy z pasażerami i obsługą samolotu. Z imion pamiętam tylko stewardesę Alexis ponieważ, jest to film Asylum, a oni nie potrafią pisać postaci. Tak więc jest tam pilot Hindus jak mniemam, żona Benjiego, czarnoskóry steward znający jakieś sztuki walki, wspomniana wcześniej Alexis, weteran saper oraz łysy koleś z warkoczami na brodzie który spóźnił się na mecz. Dodatkowo później w akcje włącza się jakiś agent (Adrian Paul) który wygląda jak hybryda Travolty i Tommy Lee Jonesa, jednak postać nie ma najmniejszego wpływu na fabułę. Przepraszam, w jednej scenie chce on się dostać na pokład samolotu za pomocą pistoletu haku (takiego jak miał Batman). Główny pilot ma ciemniejszą karnację dlatego film idzie w kategorię profilowania rasowego. W kilku scenach bohaterowie napominają, że wygląda jak Arab jednak szybko ktoś odwala jakąś mowę, że to nie ładnie rasizować. Przypomina bardziej to prezentację przedszkolaka o tolerancji niż dotykanie poważniejszego problemu społecznego. Żona Benjiego ukończyła jakiś kurs pielęgniarski jednak przypomniała sobie o tym dopiero gdy Alexis zapytała się pasażerów, czy przypadkiem ktoś nie posiada doświadczenia w pierwszej pomocy. Do tego czasu protagonistka (chyba) siedziała spokojnie obok tego ex sapera patrząc jak uciskuje on złamany w turbulencjach nos. Weteran dodatkowo cierpi na zespół stresu pourazowgo co nasza pielęgniarka poznaje w 2 sekundy. Tak więc ta zgraja postaci by bezpiecznie wylądować musi najpierw rozbroić ładunek. Jeżeli kogoś interesuje dalszy ciąg dodam spoilery tutaj.

Znajdź terrorystę.

Największym problemem filmu jest skretyniały scenariusz oraz kompletny brak zainteresowania widza losem bohaterów. Nie wiadomo o co chodzi terrorystom, kim oni są, co to jest ten cały „God Mode” kod. Film próbuje mieć tajemnice i przec co nieudolnie stara się zaangażować widza w odgadnięcie kto na pokładzie jest terrorystą, jednak robi to w sposób dziecinny. Złoczyńca na pokład zabrał spadochron, w ten sposób dowiadujemy się kto jest odpowiedzialny za umieszczenie ładunku. Nie jest to jedyny twist. kolejny jest jeszcze głupszy i nie ma najmniejszego sensu. Film jest na tak niskim poziomie, że nawet tak deblne zakoczenie jest przewidywalne. Z aktorów jedynie Dominique Swain może zapaść w pamięć bo widać było, że chociaż ona dobrze się swoją postacią bawiła. Jest to coś co potrafię docenić. Adrian Paul który grał kiedyś Duncana MacLeuda w tych tragicznych kontynuacjach Highlandera, jest tutaj nie najgorszy jednak jego bohater nie ma żadnego wpływu na fabułę.   Reszty chyba nigdzie poza filmami tego studia raczej nie zobaczę. Chociaż mówiłem tak o Finnie Jonesie z Sleeping Beauty, a koleś został Iron Fistem. Trafność tego wyboru jednak oceńcie sami.

Przynajmniej Dominique Swain wyglądała jakby się dobrze bawiła.

Wizualnie film jest gorszy niż wiele produkcji tego studia jeszcze z 2010. CGI samolot leci między wieżowcami LA, uderza w helikopter oraz ulega awarii w stylu pierwszych gier FMV. Dodatkowo denerwujące są tranzycje między scenami które niby miały wyglądać jak zepsucie obrazu super copmutor hakowaniem, jednak przypomina to błąd odczytu z DVD. Muzyka pojawia się w momentach gdy jest kompletnie nie potrzebna. Przykładowo jest scena gdzie jeden ze stewardów upadł i tam sobie złamał żebro czy coś (potem go więcej nie widzimy). Wówczas podbiega do niego Alexis i próbuje mu pomóc. W tle więc pojawia się muzka trailerowa z chórkiem jakby Kratos z „God of War” tłukł się z Megatronem. Lokacje są po prostu tanie.  Głównym powodem dlaczego to dramat lotniczy jest fakt, że w tego typu produkcji używa się maksymalnie czterech lokacji. Tutaj jest to samolot, biuro Benjiego, kawiarnia oraz wieża kontrolna. Nie jest to pierwszy film Asylum który dzieje się głownie w samolocie( Flight War War II) jednak tam pojawiały się elementy podróży w czasie i naturalnie II wojny światowej. Tutaj nie ma nic. Cięcia w budżecie są tak widoczne, że kawiarnia jest zwykłym pokojem z ogromną świnką skarbonką na półce. Nawet nie wiem, czy film sam z siebie żartuje jeżeli chodzi o wartość produkcyjną, czy po prostu producent zapomniał usunąć przedmioty osobiste przed kręceniem sceny.

Po tej linie miał przejść człowiek. Studio jednak zrezygnowało z obawy przed wymiotującymi widzami.

Strasznie zawiodłem się na tym filmie. Oglądam je świadomie i wiem czego się spodziewać po mockbusterach Asylum. Wiem, że są to zwykłe skoki na kasę pasożytujące promocji produkcjach które osiągnęły sukces, jednak zazwyczaj filmy te chociaż przypominają pierwowzór, a plakat przedstawia to co się w filmie dzieje. Ten film niestety jest jednym wielkim oszustwem. Mimo kilku głupich scen i kompletnie skretyniałym scenariuszem nie ma tu niczego co by mogło przykuć uwagę. Jest to poza Alien Origin najgorszy film tego studia jaki kiedykolwiek widziałem. Leczenie kanałowe zębów jest przyjemniejsze niż spędzenie czasu z pasażerami lotu „kogo to obchodzi” . Największym złoczyńcą jest jednak Benji bo mógł by ten film zakończyć w pierwszych 5 minutach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *