Meat Weed Madness

Wow, it’s just like smoking meatloaf!”

Ostatnim razem jak pisałem na temat filmu świątecznego skończyło się na kazirodczym dziadku, elfach i IV Rzeszy, tak więc o czym może być dzisiaj? Okay statystycznie mało kto obchodzi to co na świecie nazywa się 4:20 ale pomyślałem, że różnego rodzaju substancje narkotyczne stanowią dość spory element kinematografii to dlaczego czegoś o tym nie napisać. Jeżeli nie wiecie co owe liczby znaczą, to odpowiem bo wówczas będę mógł z czystym sumieniem odtagować kategorię historia.

Wszystko zaczęło się w San Rafael (Kalifornia, oczywiście) w 1971 gdy grupa amatorów tej rośliny usłyszała o tajemniczej zapomnianej plantacji która czekała na odnalezienie. Grupa która nazywała samych siebie Waldos (bo spotykali się zazwyczaj pod ścianą szkoły) mała także mapę którą rzekomo stworzył sam plantator.  Tak więc wezwaniem śmiałków do rozpoczęcia ekspedycji była umówiona pora czyli „4:20” . Dóbr naturalnych jednak nigdy nie odnaleziono, tak więc ekipa skupiła się wyłącznie na paleniu o tej godzinie. Obecnie 4:20, 420 czy 4/20 jest uznanym kodem na spożycie marihuany wśród jej miłośników. Oznacza to zażywanie jej w okolicach 4:20 p.m. czy jak ktoś woli tutaj 16:20. Dodatkowo celebruje się to 20 kwietnia bo w USA  miesiące są przed dniami( przepraszam, jeżeli uraziłem czyjąś inteligencje.)

Skoro już wytłumaczyłem się z powodu pisania o filmie poruszającym tematykę zielska, przejdę do – dlaczego ten? Mogłem w końcu napisać coś o filmach Cheecha i Chonga albo o którymś ze „Złych Bongów„. Jednak pomyślałem, że zanurzę się w szambie produktów wydanych przez Tromę i tam coś znajdę, no i znalazłem, o Boże co znalazłem.

Film został nakręcony oraz wyprodukowany przez Aidiena Dillarda, który by sfinansować ten sen gorączkowy zmywał w rożnych restauracjach i rozwoził pizzę. Jego głównym celem było stworzenie sceny z różową krową, a właściwie jej makietą. Nie wiele więcej wiem o procesie tworzenia tego obrazu, ale z chęcią obejrzał bym jakiś film dokumentalny o jego produkcji.

O czym to jest? Trudno trochę to wytłumaczyć. Film zaczyna się ostrzeżeniem o niebezpieczeństwie zażywania narkotyków, by następnie przejść do orgii z czasów Wojny Secesyjnej w której uczestniczą kobiety kanibale uzależnione od marihuany (chyba). Następnie poznajemy główną bohaterkę Jezebell (na IMDB jest Jessie Bell) w montażu na w spółę z wspomnianą wcześniej krową poruszającą się po okolicy w technice stop motion. Ich ścieżki dosłownie zderzają się na odludziu. Protagonistka zabija w wypadku samochodowym kartonową makietę po czym zostaje pogoniona przez klasycznego rednecka imieniem „Dude”. Typ tak bełkocze, że do jego dialogów zostały dodane napisy. W tym samym czasie pracownik grupy odwykowej Dairy (skrót od czegoś co nie ma najmniejszego sensu) zabiera ze sobą trzy dziewczyny i wywozi do lasu by „wyrzucić śmieci tam gdzie jest ich miejsce”. Dziwnym trafem kobietom nie podoba się zachowanie kierowcy oraz obrazy w kierunku narkomanów, tak więc zabijają go pchnięciem nożem w klatę oraz cyckami w twarz. By dokończyć dzieła zniszczenia wyciągają jeszcze jego kość i zjadają. Ostatecznie wszyscy bohaterowie lądują na plantacji zielska „Meat Weed Manor” Lorda’ Meat Weeda która skrywa mroczny sekret.

Ot taka fabuła, mięso wymieszane z zielskiem które zmienia zdzirowate panienki w nagie zdzirowate panienki.  Co się rzuca w oczy to niemalże zerowa wartość produkcyjna. Nie jest to tak tragiczne jak Dumpster Baby, ale daleko od śmietnika nie stoi. Jednak jak większość produkcji Tromy jest to raczej wartość pozytywna. Filmy wydane przez to studio starają się być soft pornosami które z kolei starają się być horrorami – no może poza „My Neighbour Totoro” (sprawdźcie, ta klasyczna japońska animacja została w USA wpuszczona do kin dzięki Tromie). Najważniejsze są więc oryginalne postacie, efekty gore, niedorzeczna fabuła oraz sceny w których widz mówi sam do siebie „różne głupoty w tego typu filmach widziałem, ale co to kurwa jest?”. W tych kategoriach film się sprawdza.

Co do postaci mamy tam: Lorda Meat Weeda ( wygląda jak pewien znany polski europoseł) kultywującego tradycję swoich konfederackich przodków, Voodoo gospodynię domu, Minotaura z metrowym szlugiem jako falusem, rzeźnika emeryta, transwestytę który nosi ze sobą różowe flamingi i mówi jak Divine z ehh „Różowych Flamingów„, goryla grającego na pianinie czy wielebnego latającego na paralotni.  Są tam także te trzy kobiety wolnych obyczajów dzięki którym na ekranie cycki pojawiają się częściej niż w „Kaligluii”. Później stają się one zombie, bo oczywiście tego nie mogło zabraknąć. Jezebell z kolei jest raczej przewodnikiem po tym tytułowym szaleństwie, mając jednak znaczący wpływ na fabułę. Aktorstwo jest znikome, ale takie najwidoczniej miało być. Podejrzewam, że większość z nich to znajomi reżysera, chociaż ciekawi mnie jak namówił on do występu licznych emerytów i te wszystkie dziewoje które większość filmu spędzają nago.

Efekty specjalne to w większości mięso, krew przypominająca  oranżadę czerwoną oraz papierowe makiety. Szczególnie zabawne są sceny morderstw gdzie aktorki w ułamku sekundy są zamieniane na dmuchane lale oraz papierowe figury. Jest to tak widoczne, że nie sposób nie parsknąć śmiechem. Scenografia też jest komiczna. Większość posiadłości udekorowana jest liśćmi marihuany wyciętymi z kolorowego papieru w stylu prac na zajęcia z plastyki. Jeżeli ktoś lubi kicz, to film ten to kolejny jego poziom. Denerwujące jest udźwiękowienie. Dialogi są ledwo słyszalne i nagrane chyba dyktafonem z kamery. Jest to szczególnie bolesne podczas scen mordów gdzie bezustanne darcie mordy jest wymieszane z szumem kiepskiej jakości sprzętu nagrywającego. Niby w napisach końcowych jest napisane, że ktoś pracował nad obsługą mikrofonów tyczkowych  ale nie zdziwił bym się jakby były one przepalone w pierwszym dniu produkcji. Muzyka poza kilkoma scenami to jedna pętla kilku sekundowej melodyjki nagranej pewnie zegarkiem Casio.

Wielbiciele WTF momentów również  znajdą sporo scen dla siebie. Nie chcę tutaj wiele spoilować ale przykładami mogą być sytuację gdzie panna do ślubu musi przebyć dosłowną drogę krzyżową, bo zbyt skąpo się ubrała lub bohaterów przyglądających się zabawie dwóch ludzi przebranych za noże. Właściwie tutaj zakończę bo w jakim innym filmie można zobaczyć scenę ze śmiejącym się Korwinem oglądającym dosłowny ostry seks? Tak, Lord Meat Weed wygląda identycznie jak JKM, więc nic  więcej nie muszę pisać. Wystarczy, że porobiłem gify które możecie użyć w jakikolwiek sposób sobie chcecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *