Strike Commando

AMERICANSKI!

Wyraża więcej niż 1839 słów.

28 kwietna tego roku ma miejsce trzydziesta rocznica premiery filmu „Strike Commando” reżyserii Bruna Mattei. Z tej okazji postanowiłem napisać co nieco to tej przepakowanej testosteronem, martwymi żołnierzami Wietkongu, wybuchami  oraz głupotami klasyce epoki VHS. Jednak by zrobić to poprawnie muszę najpierw przedstawić postać reżysera.  Bruno Mattei a.k.a Vincent Dawn, a.k.a Pierre Le Blanc, a.k.a. Martin Miller, a.k.a. William Snyder, a.k.a Herik Montgomery, a.k.a. Frank Klox, a.k.a. Gilbert Roussel, a.k.a Jimmy Matheus, a.k.a Jordan B. Matthews był włoskim filmowcem kina eksploatacyjnego znanym najbardziej z nieoficjalnych sequeli takich („Terminator 2” , „Jaws 5” czy „Caligula et Mesaline„), różnego rodzaju podróbek („Robowar” – „Predator”, „Hell of the Living Dead” – „Dawn of The Dead”, czy „SS  Girls” – „Salon Kitty” . Dodatkowo człowiek ten zajmował się reżyserią filmów z rodzaju „kobiet w więzieniu”, popularnego w latach 70. Tak, nasz świat jest tak wspaniały, że dał nam osobny gatunek w którym strażnicy znęcają się nad więźniarkami. Można zaliczać tu filmy Bruna Mattei takie jak „Masakra w więzieniu dla kobiet” , „Przemoc w więzieniu dla kobiet” (przetłumaczone oczywiście na język polski). No i jeszcze nunsploitation (filmy erotyczne z zakonnicami) i nazisploitation (to samo tylko z nazistami).

„Strike Commando” jest raczej mockbusterem. Czego? Najbardziej widoczne są tutaj elementy „Rambo 2”, jednak znajdzie się tutaj także sceny z innych filmów o czym będzie trochę później. Scenariusz został napisany na współę z Claudio Fragasso (reżyser Trolla 2)- wieloletnim partnerem filmowca. Film opowiada o Sgt. Michaelu Ransomie – żołnierzu amerykańskich sił specjalnych pozostawionym na tyłach wroga w rozdartym wojną Wietnamie. Protagonista jest grany tutaj przez krzyczącą masę mięśni klasy B – Reba Browna. Właściwie nie ma sensu bym ja go przedstawiał – wystarczy obejrzeć to, albo jakąkolwiek recenzje filmów z jego udziałem autorstwa Spooniego (cokolwiek się z tym człowiekiem dzisiaj dzieje). Spoilerów będzie masa bo to trzydziestoletni film oraz podróba produkcji którą widział chyba każdy. Właściwie wystarczy, że streszczę fabułę i zarobie hajsy na twórczości innych.

Akcja zaczyna się od pierwszej sekundy filmu gdzie to doborowa grupa komandosów (Strike Commandos) pod osłoną nocy próbuje wysadzić bazę Wietkongu. Całość operacji jest nadzorowana przez Majora Harrimana (odpowiednik płk Trautmana) oraz skorumpowanego Pułkownika Radeka (coś w stylu Marshalla Murdocka). Niestety dla bohaterów Radek rozkazuje wysadzić bazę nieprzyjaciela  nie zważając na ofiary wśród własnych ludzi. W wyniku tego incydentu Ransom ląduje w pobliskiej rzece i dryfuje twarzą w wodzie przez całe napisy początkowe. Zostaje on odnaleziony przez siły partyzantów z wymalowanymi na biało twarzami. Apokaliptycznie bardzo? Tutaj mamy sceną całkowicie zerzniętą w Mad Maxa 3 gdzie bohater przywiązany liną wylatuje z domku na drzewie. Mieszkańcy wioski automatycznie uznają Ransoma za amerykańskiego mesjasza i proszą go o pomoc  w walce z VC. Jest tam jeszcze stary Francuz ale nie wnosi on wiele do fabuły poza alkoholem oraz losową ilością granatów. Ransom zatem namawia partyzantów do ewakuacji. Trochę zabawne bo dopiero gdzieś w połowie drogi znajdują sprawne radio („są praktycznie niezniszczalne”) i protagonista prosi o ewakuację. Właściwie to drze mordę na jedynych ludzi który mogą mu pomóc grożąc tym samym Radekowi, że pomści śmierć swoich kamratów. Wiem, nieco głupie posunięcie. Najśmieszniejsze jest to, że Pułkownik wysyła eskadrę ujęć archiwalnych by uratowały Ransoma i wojowników o wolność.

W czasie podróży w umówione miejsce komandos zaprzyjaźnia się z chłopcem któremu opowiada o Disneylandzie -krainie marzeń gdzie dzieci mogą jeść niezliczoną ilość waty cukrowej oraz popcornu rosnącego na drzewach. Niby durnota ale jest istotna dalej w fabule. Następnie okazuje się, że w Wietnamie przebywa dwóch Rosjan – zły Jakoda (sowiecki koksu z akcentem Rosyjskich graczy czegokolwiek) oraz blondynka imieniem Olga (to film z lat 80 więc nie wiem co tu ten pedalski wątek robi). Rosyjski agent wraz z całymi legionami złych wietnamskich komunistów próbuje wytropić uciekinierów. Nawet udaje mu się zabić tego pijanego francuza, który przed śmiercią urywa mu z klapy sowieckie insygnia dzięki czemu Ransom będzie wiedział o pobycie sowietów. Trochę zabawne bo w następnym ujęciu radziecki koksu ma mundur niemal nie tknięty, ale to tam tylko szczególiki w kontynuacji scen będących oddzielonych od siebie jakieś 30 sekund. Dodatkowo cała droga do miejsca ewakuacji jest przerywana losowymi walkami z Wietkongiem, który pojawia się wszędzie – dosłownie. Pływają oni łodziami rzecznymi, skaczą z drzew, wychodzą z krzaków, kryją się w jaskiniach, a jeden nawet wyskakuje z podziemi. Jak w tego typu filmach bywa mają nie tylko celność szturmowców, ale i także nie widzą bohaterów stojących 5 metrów przed nimi. Mówiąc, że Wietnamczycy nie mają oczu nie jest tutaj nawet rasistowskim żartem. Jednak pojawiają się w tak mnogich ilościach, że Ransom nakazuje swoim kompanom odwrót do wioski oraz obiecuje, że wróci po nich jak tylko poinformuje swoje dowództwo o obecności Rosjan.

Ostatnia rzecz jaką człowiek w tym filmie widzi, nie ważne czy przyjaciel czy wróg.

Oczywiście film będąc podróbą Rambo posiada scenę gdzie Radek nakazuje odwrót wszystkich śmigłowców, jednak dobry major Harriman kontynuuje ewakuację za wszelką cenę. W tym momencie komuniści używają wszystkiego co mają by powstrzymać Reba Browna: pocisków moździerzowych, wyrzutni RPG, granatów, a nawet wysyłają grupę śmiałków którzy najwidoczniej chcieli pokonać go w walce wręcz bo dziwnym trafem nie otwierali do niego ognia nawet jak stali dobre kilka metrów za nim. Być może wiedzieli, że zwykłe pociski nie działają na bohaterów kina akcji z lat 80 którzy na dodatek noszą te niezniszczalne radia. Ogólnie całość przypomina ta scenę z „Tropic Thunder” – cała armia wietnamska strzela do Tuga Speedmana jednak ten wydaje się być niezniszczalny. Na szczęście dla naszych bohaterów sprawiedliwość zwycięża i Mike Ransom zostaje bezpiecznie przetransportowany do bazy gdzie zostaje witany jako bohater. Tam pokazuje on Radekowi sowieckie insygnia i prosi go o ekipę by pokonać marksizm raz na zawszę (bo tego typu misja miała ogromną skuteczność ostatnimi razy). Skorumpowany pułkownik odmawia i wręcza sierżantowi aparat fotograficzny oraz łódkę z lokalnymi najemnikami (czy coś co było w Rambo). Ransom wraca więc do wioski i zastaje tam tylko śmierć, zniszczenie no i oczywiście umierającego fana Disneylandu. By ułatwić mu drogę na tamten świat opowiada mu o niebie komercjalizmu po raz kolejny.

Właściwie nie jest to jedyny film gdzie Reb Brown płacze. W filmie „Cage” o nielegalnych walkach w klatkach dzieli podobną scenę z Lou Ferrigno. TAK, Hulk oraz Reb Brown płaczący w jednej scenie.

Przepełniony rządzą zemsty za śmierć chłopca którego znał przez dobre 5 minut czasu filmowego oraz wyposażony w M60  z kilkoma taśmami amunicji, Ransom wyrusza na spotkanie z Jakodą. Po odnalezieniu jego tajnej kryjówki (jakaś losowa chata bambusowa) wystrzeliwuje w nią z kilkaset sztuk amunicji. Poważnie, to jest podróba tej sceny gdzie wkurzony Rambo z dobrą minutę strzela do niczego w bazie Murdocka. Jednak specnaz wyszkolił swojego najlepszego żołnierza jak skutecznie unieszkodliwiać tego typu ataki, po prostu wychodząc z ukrycia jak tylko Brownowi kończy się amunicja. Dodatkowo niczym klauni z miniaturowego samochodu pojawia się tam z 50 żołnierzy VC. Amerykanin zostaje zatem złapany i torturowany przez kilka tygodni. Dowiadujemy się tego z montażu. Gdzie inne filmy z tego okresu używają tego typu technik dla pokazania przebiegu czasu podczas treningu, nasz bohater może być zahartowany wyłącznie cierpieniem bo wszystko inne już umie. Reb jest tam okładany kijami po plecach, ładowany prądem do takiego stopnia, że pomiernik elektryczności obraca się o dobre 380 stopni, musi podnosić ciężary nad bambusowymi kolcami, jest krzyżowany oraz znosi bezpośredni płomień palnika. Torturują go niby dlatego by przeczytał wiadomość w radio, ale nie ma to większego sensu bo typ z jego celi już to zrobił i jego masakrowali aż do śmierci. Jakoda jednak znalazł jego słabość – mianowicie martwe postacie które bohater znał niecałe 5 minut.

Azjaci i ich fikuśne tortury.

Po kilku dniach spędzonych w celi ze zwłokami  Reb przełamuje się i idzie na współpracę. Podczas czytania wiadomości orientuje się, że jedynymi strażnikami jest 3 losowych wietnamców oraz kobieta. Tak więc też nie ma jakiś wielkich przeszkód by uciec. Następnie jest scena pościgu w której zabija złych żołnierzy na najróżniejsze sposoby: używając Olgi jako przynęty, dźgając ich nożem, mordując ich seriami z kałacha, jeden z pomagierów nawet ginie przez wytarcie twarzy w trawę. Ah tak, kobieta została porwana tylko i wyłącznie by poinformować protagonistę, że Radek jest szpiegiem pracującym dla KGB. Po tej informacji, jak wszystkie postacie które zetknęły się z Rebem Brownem, ginie zastrzelona przez złego pułkownika który jakimś cudem usłyszał wiadomość radiową i leciał zabić Ransoma. Ale jeden helikopter dla ziomka który przyjmował płomień z palnika i nawet nie miał po tym rany to jak grupa młodych talentów dla Johna Ceny -człowiek po prostu nie przegrywa. Co następuje po tej sekwencji zdarzeń jest po prostu kwintesencją pojedynków w filmach z epoki VHS. Tam jest wszystko:

-ściąganie koszuli do pojedynku – Jest

-przyjmowanie ciosów w twarz i uśmieszek – TAK

-kopanie po jajach – i to nie raz

-palce w oczach – no jasne

-typy szarżują na siebie by dosłownie zderzyć się czołowo – nie widziałem tego wcześniej, ale oczywiście.

Właściwie na FB dodałem jakiś czas temu to mogę tutaj też.

 

Po tych hektolitrach testosteronu wojna w Wietnamie się kończy, jednak nie wojna z Radekiem. Reb Brown przybywa do bazy by zrobić scenę z M60 po raz kolejny. Niestety dla niestety liberatora tajniak KGB uciekł.  Okazuje się, że od czasu zakończenia konfliktu do połowy lat 80 nikt się nie postarzał, a zły pułkownik prowadzi biznes w Manili. Nie mam pojęcia jaki to jest biznes, ale głównym wyposażeniem pracowników biurowych są karabiny szturmowe. Tak więc nasz bohater ostatnie 5 minut masakruje Azjatów innej narodowości by sprawiedliwości stało się zadość. Jednak na złoczyńce kalibru Radeka standardowe M60 nie wystarcza, dlatego Reb ma swoją wersję – z granatnikiem. Ciężki karabin maszynowy to na jakiś przydupasów z recyklingu. Prawdziwi wrogowie Ransoma muszą ginąć w piekielnym ogniu zemsty symbolizującym tortury z palnikiem. Jako, że w tym filmie wszystko co dobre, to się powtarza Jakoda przez te wszystkie lata wyczekiwał na rewanż – tym razem posiadając metalowe zęby. Niestety w tym momencie film już zbliżał się do 90 min tak więc Reb wsadził mu w szczękę granat i wyciągnął zawleczkę. Rusek był jednak tak twardy, że nawet po wysadzeniu całej górnej połowy ciała wykrzyczał swoje ulubione AMERYYKANIISKI!

Okazuje się, że może Rosjanie robią i dobre sztuczne szczęki, ale to amerykanie tworzą prawdziwych bohaterów. Włosi za to tworzą wspaniałe historie, takie jak ta bo by upewnić widza, że całość była dziełem fikcji Reb Brown informuje nas, że wszelkie nawiązania do postaci żywych lub martwych były przypadkowe, szansa jedna na milion i w tradycji wielkich klasyków kinematografii odchodzi przy zachodzącym słońcu kontynuować swoje przygody, a widz wraca do szarej rzeczywistości spokojny, że nic takiego nie miało miejsca.

Dobra rozumiem, że film wygląda jak badziew z dna koszyka dyskontowego upadłej wypożyczalni kaset, jednak na tym polega całe piękno tej produkcji. Sceny zerznięte z innych filmów, wybuchy użyte jeszcze to innych produkcjach Mattei czy powtarzające się materiały archiwalne z wojny w Wietnamie zmieszane z setką ginących stockowych przeciwników tworzy obraz oryginalny, a za razem taki który się widziało setki razy (jednak ten jest znacznie zabawniejszy). Mattei nie krył się z faktem, że jego filmy były robione wyłącznie dla pieniędzy, jednak ich jakość i niski budżet sprawiały, że były to obrazy jedyne w swoim rodzaju, a „Strike Commando” to perfekcyjna tego reprezentacja.  Od horrendalnych błędów fabularnych, poszatkowanych scen, postaci przypominających postmodernistyczną parodię po chwytliwą muzyczkę z syntezatora film mogę polecić każdemu kto szuka rozrywki, kropka.

( czekaj, Harri brzmy jak herring czyli śledź, a Trautman trout – pstrąg -rybne illuminati czy badziewny scenariusz?)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *